poniedziałek, 6 maja 2013

Sekrety władzy

Każdy zawód ma swoje tajemnice, o wielu z nich pisał Andrzej Pilipiuk w różnych opowiadaniach. Taksówkarze przewożący duchy, kamieniarze przechowujący mikstury zmiękczające materiał do nagrobków, szewcy z magicznym kopytem, żołnierze z kurtką, której się kule nie imają czy bimbrownicy wyrabiający alkohol z dziwnych półproduktów :)

Urzędnicy nie mogą być gorsi i również posiadają mroczne sekrety zawodu. Wśród kilku mi znanych usłyszanych z ust mieszkańców Zduńskiej Woli mogę wymienić legendę o duchu partyjniaka zamkniętego w "loszkach" pod urzędem miasta, nieśmiertelnej pieczątce, która zawsze wybija daty klęsk narodowych i...daty śmierci prezydentów miasta czy o ulotkach z wydarzeniami, których po prostu nie ma w naszej historii. Ale przecież mogły się zdarzyć.

Nawet jeśli weźmiemy "miejskie legendy" za przejaw czasów i kultury są ciekawym przyczynkiem do badań etnograficznych, kto wie może nawet psychologicznych? Niestety nie spotkałem się ze znikającymi ulotkami ale duch "partyjniaka" ponoć nadal straszy w magistracie.

Można się jedynie domyślać, czy szepce: "Piotrze, Piotrze, cóżeś ty uczynił z grodem Złotnickich"? Czy tylko puka od strony urzędu stanu cywilnego do gabinetu lokalnego "dostojnika." Obecnie nam niemiłościwie panujący prezydent robił kiedyś remont w swoim gabinecie, jest historykiem z wykształcenia, może Wam opowie co znalazł? :)

niedziela, 5 maja 2013

Leśne dziadostwo cz. 2

W lesie na lewo od wjazdu na Kępinę, od strony bocznych uliczek znowu grasują śmieciarze. Tym razem wyrzucili plastiki. Kilka dni temu leżały na kupie przy wjeździe w las, dzisiaj już są rozrzucone z biegiem ścieżki, tam gdzie powstaje osiedle domków jednorodzinnych (swoją drogą głupi pomysł, że dla zachcianek ludzi wycina się lasy). Strażnicy miejscy mogliby wykazać się operatywnością i patrolować teren żeby złapać nędznika, który zaśmieca las odpadami :)









sobota, 4 maja 2013

Turystyka w mieście

Temat turystyki w mieście nieodłącznie wiąże się z tematyką promocji samego miasta, o czym już kiedyś pisałem a także z określoną strategią i oczywiście, dostępną bazą w skład której wchodzą zwykle trzy stopnie: obiekty warte odwiedzin (najlepiej niekonwencjonalne, u nas są dwa elementy nieco rozbieżne: miasto urodzenia św. Maksymiliana i skansen lokomotyw), miejsca noclegowe, rozrywka i kultura (puby, restauracje, muzea, domy kultury itp.).

Najprostsze formy promocji bazują na osiągnięciach lokalnych firm i instytucji kultury i sportu. Są to jednak jedne z najbardziej skutecznych metod promowania swego miasta w bliskim i dalszym otoczeniu. Instrumentami promocji są oczywiście rozmaite media, w tym ulotki, plakaty, strony internetowe, ogłoszenia i foldery. Zwykle miasta skupiają się na produkowaniu rozmaitych folderów reklamujących "cuda i dziwy."  Ten sposób wydaje się oczywisty i podstawowy ale...tak nie jest. Nawet w przypadku ściągania inwestorów do miasta wcale nie musi być skuteczny jeśli miasto oprócz bazy nie zaoferuje określonej nadbudowy (jak mawiali kiedyś za jedynie "słusznego" ustroju). 

Nadbudową są mieszkańcy i wszelkie wytwory ich aktywności. O ile taka aktywność istnieje. I zbliżamy się do momentu przełomowego mojego krótkiego wpisu :) Aktywność Zduńskowolan jest imponująca z punktu widzenia...właśnie, czego? Czy faktycznie hobbyści, kultura, sport i firmy pociągną promocję miasta? Nowa dyrekcja MDKu lansuje pomysł "promocji miasta poprzez kulturę." Jak dla mnie jest to typowe szczególarstwo, skupienie się na jednej idei, jednocześnie inne pomysły wyrzuca się po cichu przez tylne okna "szklanej fasady." Brakuje ogólnej koncepcji, łączącej większość elementów i biorącej pod uwagę potrzeby mieszkańców i ich zainteresowania (przede wszystkim). Od lat wiemy (z folderów i danych rejestracji firm), że Zduńska Wola posiada wysoki wskaźnik przedsiębiorczości. I tak jest ale co z tego, skoro nie idzie to w parze z inną aktywnością? Nikt nie każe Zduńskowolanom być członkiem 12 stowarzyszeń, 3 fundacji i 4 organizacji społecznych ale problem aktywności społecznej widać na rozmaitych obchodach świąt państwowych. Mieszkańców praktycznie nie ma, poza delegacjami i szkołami. Z czego to wynika? Z braku czasu i ochoty na świętowanie w takiej a nie innej formie, na niechęci do firmowania lokalnych władz (mało kto o tym wspomni) swoją obecnością, w końcu, z całkowitego "wycofania z miasta."

Kto odpowiada za taki stan rzeczy? Głównie władze, w tym centralne i w mniejszym stopniu sami mieszkańcy.


W ciekawym dokumencie dotyczącym badania ruchu turystycznego w Łodzi i województwie za 2012 na stronie 27 znajduje się tabelka "Źródła informacji o województwie łódzkim w 2012 roku (wybór wielokrotny)" i co się okazuje?
Głównym źródłem informacji o mieście i województwie zarówno dla Polaków jak i dla cudzoziemców są...znajomi i rodzina, później strony internetowe i dopiero na trzecim miejscu i dalej: mapy, plany, foldery, ulotki, przewodniki. Jakie wnioski można z tego wyciągnąć? Ano takie, że przyjeżdżający do naszego pięknego miasta w odwiedziny do rodziny, znajomych, w innym celu z pewnością dostaną ładną dawkę antyreklamy i złych nastrojów mieszkańców. I to idzie w Polskę czy świat. Jest to prawda stara jak świat: najpierw mieszkańcy i ich potrzeby a turyści się znajdą. Inwestorzy również. 
Proste a jak trudne do pojęcia, nieprawdaż panie Niedźwiecki?

Na stronie 30 dokumentu znajduje się mapka "Miejsca odwiedzane lub planowane do odwiedzenia w województwie łódzkim przez badanych uczestników ruchu turystycznego w 2012 roku (najczęściej wymieniane)", która również może dla wielu okazać się zaskakująca. Sami oceńcie :)


piątek, 3 maja 2013

Świadkowie Jehowy

Nastała wiosna, zrobiło się ciepło, chociaż dzisiaj akurat deszczowo i na ulicę wyszli tzw. Świadkowie Jehowy rozdający rozmaite gazetki i wkręcający w dyskusje o kolejnym już końcu świata itd. Świadkowie Jehowy chodzą również po domach zachęcając do rozmowy :) Czy jest to werbunek do sekty czy zwykłe, towarzyskie pogawędki, nie wiem, nie obchodzi mnie to specjalnie. Nie moja bajka. W każdym razie jestem nastawiony sceptycznie do ich teorii i praktyki "wiary." Przede wszystkim mam wrażenie, że dużo członków owej "wspólnoty" przystąpiło do niej z lenistwa. Obserwując różne doniesienia i słuchając rozmów nietrudno zauważyć, że członkami "badaczy Pisma"  są często ludzie inteligentni lub mający się za takich, stanowiący elitę (lub aspirujący do takiego miana) z powodu pozycji społecznej czy wykształcenia, na przykład lekarze, prawnicy, nauczyciele, urzędnicy. Odrzucenie katolicyzmu a wstąpienie do wspólnoty oferującej uproszczone reguły, nawet prymitywne sugeruje niestety kiepską kondycję tzw. elit i wspomniane lenistwo (na każdym poziomie).

Nie wiem czy wiecie ale mają oni różne poziomy wtajemniczenia niczym tajemne związki i stowarzyszenia, mimo woli nasuwa się porównanie z masonerią. W zależności od poziomu "wejścia" otrzymujemy różne bonusy (dodatkowe gazetki, książki ze sposobami psychomanipulacji, płyty) a także skromne (w zależności od poziomu wtajemniczenia) gratyfikacje za poniesione koszty szerzenia jedynie słusznej koncepcji. Jeśli zastanawiacie się dlaczego ciągle dzwonią akurat do was a nie do sąsiada to poobserwujcie uważnie, co wyciągają z toreb. Są to listy, rejestry osób, do których warto zadzwonić. Znajomy stwierdził kiedyś, że za tych bardziej opornych lepiej płacą ;) Macie kolegę świadka, rozmawialiście z kimś od nich, byliście przypadkowo na jakimś spotkaniu, gdzie z pewną sympatią wyraziliście zamiar dalszej "dyskusji" na tematy wiary, z pewnością będziesz na liście :) Rozmawiałeś z nudów? Zostałeś odhaczony i spodziewaj się dalszych wizyt.

Jeśli ktoś ma skojarzenia z piramidami finansowymi, nie zaprzeczę, że mnie także się podobne wrażenie nasunęło do głowy. Trudno również przyjąć postawę sympatii czy zrozumienia dla nich skoro zgodnie z maksymą "wzmożona kontrola dźwignią społecznego zaufania" wzajemnie się szpiegują i wyłapują ewentualne odejścia od kanonu podczas rozmów. 

Samo zagadnienie przetwarzania danych osobowych, nie tylko przez Świadków Jehowy jest nadzwyczaj ciekawe, również z punktu widzenia bezpieczeństwa nas i państwa, w którym żyjemy. Nie wiemy, gdzie takie dane wędrują, jak są wykorzystywane, czy w ogóle są zabezpieczone przed dostępem osób niepowołanych (istna czarna dziura). Szczególnie współczuję odstępcom.

Dlaczego w ogóle poruszam tak śliski temat: religia i pokrewne na blogu, gdzie zwykle są wpisy dotyczące miasta i raczej polityczne zagadnienia? Tradycyjnie, aby każdy z czytelników miał nieco więcej wiedzy zanim skusi się zmienić swoje zapatrywania religijne. Ostatnio, jest moda na atakowanie katolicyzmu i różne eksperymenty z innymi ruchami, w tym wschodnimi. Bez względu na to, co będą wam wmawiać sympatycy, guru, kapłani a nawet znajomi, którzy "potestowali" pamiętajcie, że każda religia ma drugie dno i jest ono zwykle mroczne. Pokojowo nastawieni gładko wygoleni panowie nie ruszający muszek i jedzący roślinki nie mają większych hamulców podczas "eliminacji" wrogich im prądów w innych państwach, a eliminują bardzo dosłownie...


środa, 1 maja 2013

Skansen lokomotyw - niekończąca się opowieść

Problem skansenu jest typowym problemem narastającym i stworzonym na własne życzenie. Podstawowa zasada rządzenia (słynne trzy koperty) mówi, że najlepiej zwalać na poprzedników i akurat tutaj obecny prezydent może sobie zaszaleć. Niestety dla niego, jest on już tak niewiarygodny, że nikt mu nie uwierzy :) Trudno dziwić się ludziom jak ciągle słyszą: rozważymy, pomyślimy, popatrzymy, stękniemy, uśmiechniemy się, pomachamy rączką itp. By żyło się lepiej! Nam i kolegom.

Gdyby każdy z poprzedników robił "coś" mielibyśmy dzisiaj atrakcję turystyczną godną całej Europy (poważnie, nie przesadzam). Tradycyjna mantra brzmiała: brak kasy. Do tego z pewnością można dopisać: brak ochoty i całkowity brak zrozumienia nowoczesnej promocji (czyli i ludzi). Dla obecnych władz i pewnie nie tylko bardzo wygodne jest powstanie stowarzyszenia, ponieważ mogą umyć ręce od sprawy skansenu (a zapewne i muzeum miasta również skupi się na wielce poważnych sprawach jak pstrykanie odrapanych kamienic; swoją drogą ciekawe czy pytano mieszkańców o zgodę). A przecież w muzeum miało być tak naukowo, czyżby po roku nie starczyło już zapału, mości dyrektorze Polkowski? 

Ale, ale, to żyje!

"O 20 tys. zł na prace porządkowe na terenie karsznickiego skansenu wnioskował na ostatniej sesji rady miasta Czesław Boczek, przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Kolei w Zduńskiej Woli. W swoim wystąpieniu mówił m.in. o braku konkretnych działań Miasta na poprawę wizerunku kolejarskiego muzeum.

- Pomimo wielu obietnic ze strony władz miasta trudno dotychczas o wyraźne formy jakiegokolwiek wsparcia. Na nasze prośby kierowane do władz miasta, otrzymujemy zdawkowe, ogólnikowe, wymijające odpowiedzi. Tak naprawdę nie oczekujemy wiele. Zależy nam przede wszystkim na uporządkowaniu tego terenu – mówił w swoim wystąpieniu Czesław Boczek. – Oferowaliśmy i oferujemy nadal naszą pomoc w różnych pracach porządkowych na terenie skansenu. Jednakże Miasto, jako gospodarz tego terenu, powinno zainteresować się tym miejscem – dodawał."


Taktyka przeczekania i przebujania się na stołku aż do wyborów, niech ktoś inny zajmuje się jakimś tam skansenem. Sądzę, że należy podrzucić panu Niedźwieckiemu (a ten podrzuci pomysł prezydentowi) myśl o oszkleniu eksponatów, wtedy z pewnością jest szansa na odpowiednie działania ;-)
Dalej dowiemy się, że pan prezydent nie wyklucza złożenia wniosku a ja pytam mieszkańców, gdzie w takim razie byli do tej pory urzędnicy odpowiedzialni za pozyskiwanie środków unijnych i kulturę? Internauci skwitowaliby krótko: w dupie. Pan Boczek działa, widać, że mu zależy, pasjonat, podsuwa rozwiązania, wiedząc, że z kasą krucho i wszystko zżera "okienny potwór" a tu zonk. Maksymalna olewka.


Perły metalu czekają. Oby kolejny prezydent ruszył w końcu sprawę skansenu. Na tego nie można liczyć: