Pokazywanie postów oznaczonych etykietą władza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą władza. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 stycznia 2015

Mity władzy

Nowy rok i nowa karuzela stołków :)

Mity są potrzebne i władzom i ludziom. Obu grupom ułatwiają życie. Nietrudno się domyślić, że mitologie skupiają się na pozorowaniu ruchu, zmian i ulepszaniu miast, wsi i miasteczek. Nieważne jak, ważne, że "coś się tam rusza." Mitologia sprawdza się na górze i na dole układu.

Mit pierwszy - fachowcy. Najlepsi z najlepszych bo nasi a jak nie nasi to będą nasi. Jeśli się nie sprawdzają, trzeba ich wymienić na jeszcze lepszych fachowców. Fachowcy okazują się nie być fachowcami? Cóż, taki klimat mamy, zawinił czynnik ludzki a na pewno opozycja rzucająca kłody pod nogi i ten yyyyyyyyyyyy ;)

Mit drugi - rozwój, zmiana, ruch. Nie wymaga komentarza. Pozorowanie ruchu zazwyczaj następuje poprzez zmiany kadrowe i 17 konferencji o tym, że już niedługo będzie lepiej, otrzymamy środki zewnętrzne i składamy wnioski. Dobra inwestycja mogąca się "sprzedać" wizualnie jest doskonałym tłem dla zmian kadrowych i pomniejszych interesików. Parki, rewitalizacje, odnowy i przemowy. Okrągłe zdania o niczym i igrzyska. Chleb niech każdy sobie sam wykombinuje.

Mit trzeci - ratusz. Obiekt ratuszopochodny, centrum tamtego i jeszcze owego miał być i zapewne według wielu jest, źródłem całej pozytywnej energii miasta, rozwiązaniem problemów i "cywilizacyjnym" skokiem okiennym na najbliższe 200 lat. Niestety, wielu młodszych i starszych (głównie) chciało i nabrało się na ten mit wychodząc z jakże pozytywnego założenia, że należy się coś od życia a potem choćby i potop :)

Mit czwarty - wszystko dla ludu i przez lud w kierunku kontynuacji dla przyszłości.
Władze zwykle przekonują, że działają dla mieszkańców. Nic o nas bez nas. A na pewno, będzie dobrze jeśli wspólnie będziemy robić za słupy dla władzy - pożyteczni idioci. Nie wystarczy, że macie mówić "ratusz jest cool", macie kochać ratusz bo np. autorytety dały nagrodę. Zmuszanie do ukochania dowodzi: kompleksów, strachu i pychy. Władze wszelakie doskonale zdają sobie sprawę, że są maszkaronem złożonym z próżności, głupoty, lokalnych interesików i...obojętności połowy uprawnionych do głosowania.

Jak zwalczać mitologię? Nie da się na 100%. Lepiej stworzyć własne...

wtorek, 8 lipca 2014

Przypadkowe przypadki władzy

W życiu zdarzają się przypadki. Jedni widzą w tym przejaw działalności mocy nadludzkich (niekoniecznie nam miłych), palec boży, ducha dziejów. Inni uważają przypadki za zbieg okoliczności :) Niemniej gdy przypadki kumulują się w sposób niecodzienny, trudno uznać to za rzecz przypadkową. Wtedy mamy do czynienia ze spiskową praktyką dziejów (nie teorią, bo spiski są nieodłącznym elementem historii). Temat wielokrotnie obserwowany na krajowym poletku gdzie kolejne afery i aferki z udziałem PO są przykrywane 1248 odcinkiem katastrofy, horroru z udziałem wyrodnej matki czy działalności niedobrego, rzucającego kłody pod nogi doskonale funkcjonującej maszynerii, prezesa PiS. Warto także zwracać uwagę na tematy przemilczane przez tzw. niezależne media (hahaha). Cisza często więcej nam powie niż zapasy buldogów pod dywanem i zabawy w nagrywanki, gdzie jeden biznesman zdenerwował się, że władzunia przykróciła mu możliwość zarabiania. A niezależne media w prosty sposób stają się zwykłym przekaźnikiem dla służb specjalnych i rozmaitych koterii, lóż jak mawiał śp. pewien pan.

Wracając na nasze zduńskowolskie podwórko i życząc Prokrastynatorowi miłych wrażeń wakacyjnych zerknijmy na temat już poruszany:

http://pozduni.blogspot.com/2014/06/zdunska-wola-ma-sie-tak-jak-ul-zdunska.html

Słuszne uwagi a wniosek jest jedynie i tylko słuszny :) Władza potrzebuje sukcesów pod koniec kadencji.

http://www.zdunskawola.pl/portal_new/portal?id=721559

"Przebudowa ulicy Zduńskiej i Żurawiej na odcinku od ul. Paprockiej do ul. Głównej - Etap I."
"CZAS TRWANIA ZAMÓWIENIA LUB TERMIN WYKONANIA: Zakończenie: 31.10.2014."
Fragment z SIWZ:
"Odwodnienie powierzchniowe nawierzchni zapewnia pochylenie poprzeczne i podłużne jezdni. Pochylenie poprzeczne odprowadza wodę na nieutwardzony o zabudowie roślinnej teren własny miasta."
Opis techniczny w pozostałych załącznikach (pdf):



Łaskawe władze fundują mieszkańcom ulicy prowizorkę. Ktoś mógłby napisać, lepszy rydz niż nic. Czyżby?
Idźmy dalej:

http://www.zdunskawola.pl/portal_new/portal?id=717704

Cele jak widać, nad wyraz szczytne chociaż ktoś podejrzliwy mógłby zacząć się zastanawiać nad celem drugim jak i nowymi potrzebami. Podejrzliwość narasta gdy przeczytamy zasady punktacji. Światełka zaczynają migać przy:


w szczególności:


Mówiąc krótko: wystarczy, że znajdzie się odpowiedni detal (a w czym trudność żeby znaleźć?) i wybierze się inną pracę, pewnie bardziej słuszną. Ale wiecie, rozumiecie, takie są przepisy :)
Wróćmy jeszcze na chwilę do ogłoszeń o przetargach:
- budowa skateparku:
"CZAS TRWANIA ZAMÓWIENIA LUB TERMIN WYKONANIA: Zakończenie: 15.10.2014."
- budowa kanalizacji deszczowej od Podleśnej itd.: "CZAS TRWANIA ZAMÓWIENIA LUB TERMIN WYKONANIA: Zakończenie: 15.10.2014."
- Modernizacja ciągu pieszego na osiedlu Południe przy ul. Wieniawskiego 5, 8 - 15 października 2014.
Ale np. zagospodarowanie podwórza przy Łaskiej 2 i terenu przy Okrzei 2: 15 września 2014. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do skomplikowania wspomnianych zadań, niech zajrzy:

Przypadki władzy a może przypadkowa władza?

poniedziałek, 5 maja 2014

Skansen i ostatnie podrygi nieudolnej ekipy

Obserwując szamotaninę obecnych władz miasta w sprawie skansenu w Karsznicach mam wrażenie, że najlepiej gdyby wszystkim wszędzie i zawsze zajęło się stowarzyszenie: http://www.skansen.zdunia.pl/ Gdy im wyjdzie, podłączymy się. Nie wyjdzie, zwali się winę na tych niepoprawnych "pasjonatów, hobbystów, masonów, cyklistów, tych od fontann itd." Najlepsza taktyka to tzw. KKC (koryto, kasa, cisza) z pewną dawką propagandy serwowanej przez gościa od rucha czegoś tam. Rzecz jasna, bywały konferencje, szumne zapowiedzi, odnawianie i malowanie a nawet sprzątanie ale to wszystko przypomina horrory klasy C ("to żyje!") albo raczej "to na pewno zaraz ożyje!" :) Co oprócz braku kasy na porządne roboty i promocję jest podstawowym problemem stojącym na przeszkodzie ożywienia skansenu i sprawienia żeby stał się turystyczną atrakcją?

Nieudolne władze miasta, być może średnio kompetentni urzędnicy, nie czujący oddechu mieszkańców na plecach i społecznego parcia. Mówiąc krótko, obecne władze miasta z wiadomo kim na czele (yo! Wincenty!) degenerują resztki żywej tkanki urzędu i sprawiają, że urzędnikom udziela się klimat tumiwisizmu, olewki i bimbania byle do 15.30.

Gdyby ktoś z zewnątrz, całkowicie neutralny politycznie, wpadłby z wizytą do naszego miasta przetarłby oczy ze zdumienia widząc jak władze działają na rzecz...braku rozwoju miasta. Owszem, jakoś dbają o potrzeby mieszkańców ale tylko dlatego, że muszą bo inaczej mieliby się z pyszna i żaden kolega "lokalnego dobroczyńcy" nie ustrzegłby miasta przed komisarzem.
Widać i czuć, że z "tym miastem" i "tymi ludźmi" im mocno nie po drodze, zatem trzeba ich uwolnić od problemu jesienią i pożegnać :)

Gość wizytujący Zduńską Wolę zobaczyłby, że nikomu nie zależy na pozyskaniu nowych inwestorów (po co? można konserwować zastany układ, koledzy zbiorą profity a reszta będzie zap....za tysiąc złotych z kawałkiem, jeśli będzie miała szczęście i znajdzie pracę w markecie, na taśmie (z obowiązkowym orzeczeniem o niepełnosprawności) czy w żarłodajni), nikt nie ma żadnych pomysłów na promocję miasta, nie mówiąc o wykorzystaniu już istniejących możliwości i pojawiających się nowych (z Konopnicką w tle), tak aby "żelazny pakiet": św. Kolbe, skansen, "kultura" połączyć w harmonijną całość. Wiem, wiem próbowano z Factorem ale to temat na zupełnie inną opowieść. No i najważniejsze, nikt w tym mieście nie umie pozyskiwać środków zewnętrznych? W powiecie i jednostkach czy szkołach (miasta!) jakoś im się udaje. Ulubioną mantrą urzędasów miejskich jest tekst: kończy się okres programowania, nie ma programów, musimy czekać - oczywiście jak zawsze jest to półprawda mająca przykryć ich lenistwo. 

Kończąc ponure rozważania o władzy, która gnije przedstawiam dowód, że można, trzeba i warto! Niestety, jak śpiewano nie zawsze warto napić się z każdym a z pewnością nie warto mieć nic wspólnego z panem Niedźwieckim, Brodzkim i Jegierem.



niedziela, 27 kwietnia 2014

Miałkość peowskiej opozycji

Mógłbym rozpocząć, że PO reprezentuje dla mnie wszystko co najgorsze w polskiej polityce od czasów AWS. Mógłbym dopisać coś o PSL, kanapach czy Samoobronie. Rzuciłbym okiem na lewą stronę sceny politycznej ale przecież na różnych poziomach istnieją tak egzotyczne koalicje, że sympatycy (ideowcy, bywają tacy) zgrzytają zębami ze złości. W końcu, mógłbym cynicznie stwierdzić, że liczy się władza i jeśli jest stołek i kasa wszyscy są zadowoleni (ci co dymają, nie - ci dymani). Mógłbym ale po co? Każdy widzi jaki jest lokalny koń w postaci PO :) Odium ciążące nad lokalnymi strukturami jest prostą wypadkową syfu, który zafundował Polsce niejaki Donald. To zarzut numer jeden.

Zarzutem numer dwa będzie...tak, rezygnacja z pomysłu przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania prezydenta Niedźwieckiego ze stolca władzuni (i comiesięcznej pensji). Mogli, nie zrobili, pies im...Wiem,wiem oni wszyscy się znają, to kłótnie w rodzinie - dobrowolcy też byli w PO. Nie wiem kto kogo szachuje i jakimi kwitami ale zachowanie tzw. peowskiej opozycji w mieście przypomina objazdowy cyrk. Jest klown, baba z wąsem, tresura zwierząt, magicy a nawet potwory. Potworami płynnie przechodzimy do zarzutu numer trzy czyli niekonsekwencji i strachu. Tak proszę państwa nie wygrywa się z nikim i nigdy. Ale może to i dobrze, że już nigdy nie będziemy świadkami kadencji pani prezydent Iwaniuk czy pana prezydenta Pokory?

Kilkakrotnie byłem na sesjach i obserwowałem zachowanie peowskiej opozycji (tudzież innych już niezależnych) w trakcie głosowań. Zamiast zamanifestować swoją obecność nawet w takiej sytuacji woleli schować się za fasadą, która może kiedyś da im wyjście awaryjne, może ktoś kiedyś komuś itd. Tak to właśnie odbieram. Wstrzymanie się od głosu jest tchórzostwem. Jeśli chcecie być nie tylko śmieszną opozycją oprócz skuteczności trzeba mieć odwagę przedstawiania swoich poglądów i umiejętność zawierania sojuszy. A przede wszystkim, gra się do końca i przed meczem trzeba zebrać argumenty (różnego rodzaju). Nie zaszkodzi tajna broń. Brakuje także szczerości. 

Na plus, że w ogóle chce im się bawić w opozycję, słuchać ludzi, zajmować ich sprawami ale...w sumie to ich obowiązki. I niech nikt nie pisze, że trudno się przebić z przekazem bo zależne media, układy, układziki. Jest internet, są gazetki, blogi, w końcu, jesteście radnymi. Macie olbrzymie możliwości udostępnienia dokumentów, które dostajecie z urzędu. Nie korzystacie z tego. 
Wszystko jest takim pitu pitu na pół gwizdka. 

Zresztą, jeśli ma to być opozycja nieskuteczna i żałosna, lepiej żeby nie było takiej. Albo wszedł ktoś nowy.
Co zatem robić? Liczyć na trzecią siłę, mniej czy bardziej bezpartyjną (byle nie w postaci unii prezydentów czy ruchów Gowina albo solidarnych kanap), która wystawi kogoś sensownego na prezydenta miasta, tworzyć sojusze ponad podziałami i nie dawać się rozgrywać bezpartyjnymi. Ale w sumie po co podpowiadam. Przecież i tak nie zależy mi na wygranej kandydata PO :D Chyba, że poprą trzeciego albo skumają się tak skutecznie żeby wygrać z obecnym prezydentem. No dobra, czekam na tego trzeciego...

sobota, 17 sierpnia 2013

Bawmy się i pijmy! A ratusz pożre wszystko

Budowa szlanego domu wydłuża się ale nie powinniśmy się martwić. Mamy nowego wiceprezydenta. Ot, taki figurant, któremu według zgodnej opinii "jeszcze się chce". Może dlatego, że po prostu...może? A może dlatego, że na tle nieróbstwa innych jego pozorowane działania wydają się prawdziwym...działaniem? Kto to wie? Chyba tylko sam zainteresowany i jeśli nie jest kretynem doskonale wie, że będzie kozłem ofiarnym. Ale wiadomo, kasa. A potem zawsze można się wyprowadzić do innego miasta i uszczęśliwiać innych jeśli ci nie będą chcieli (przykład pewnej pani będącej prezydentem Sieradza). Zachowanie klasyczne i logiczne w przypadku tego typu ludzi. Naprawdę nie wiem, czy są oni "zatroskani" losem miast i mieszkańców czy tylko robieniem kariery. Dopóki partia (może pisać z dużej, jak za dawnych czasów?) jest przy władzy można ściemniać i wypisywać w CV różne ładnie brzmiące nazwy. 

Buszując po stronach wiadomo czego znalazłem ogłoszenie o przetargu:


Zaglądając do SIWZ jest jeszcze weselej, szczególnie w tej części:

"15). Zamawiający przedstawia poniżej wykaz zaciągniętych pożyczek i kredytów, wg. stanu na dzień 31 lipca 2013 roku, jako informację przydatną dla przygotowania oferty:"

Tego z gazetki śmieciówki się nie dowiecie... Na miejscu pani skarbnik zrezygnowałbym z funkcji.

Niedźwiecki jest cwany bo wie, że problem zadłużenia będzie problemem kolejnego prezydenta. Ja na jego miejscu nawet nie starałbym się o wygraną (Marek nie będzie miał pretensji) ale wystawiłbym młodego, prężnego figuranta (tak, tak wiecie kogo). A jeśli urwie się ze smyczy? Przyjdzie nowy. No chyba, że ludzie wybiorą kogoś zupełnie innego i na kopach wyrzucą dotychczasowych "politykierów" z rady (inne zasady głosowania będą).
Obiecuję, że gdy zostanę prezydentem również będę pisał na blogu ;-)

niedziela, 2 czerwca 2013

Zrównoważony rozwój

Tytułowy zrównoważony rozwój jest szerokim pojęciem, które można tłumaczyć różnorako. Od leśnictwa poprzez politykę. Aż do doktryn, programów i konstytucji. W naszym życiu, szczególnie po akcesji do UE, pojawiło się mnóstwo potworków językowych, nowomowy niczym z dawnych spędów komunistycznych, ale zrównoważony rozwój ma pewien sens :) Według ustawy Prawo ochrony środowiska, art. 3 pkt 50, przez zrównoważony rozwój "rozumie się przez to taki rozwój społeczno-gospodarczy, w którym następuje proces integrowania działań politycznych, gospodarczych i społecznych, z zachowaniem równowagi przyrodniczej oraz trwałości podstawowych procesów przyrodniczych, w celu zagwarantowania możliwości zaspokajania podstawowych potrzeb poszczególnych społeczności lub obywateli zarówno współczesnego pokolenia, jak i przyszłych pokoleń."

A teraz zastanówmy się, co ta mądra definicja oznacza w praktyce, w przełożeniu na realia zduńskowolskie. Oznacza w wielkim skrócie, że obowiązkiem naszej władzy jest zaspokajanie potrzeb (podstawowych zgodnie z piramidą potrzeb) członków społeczności miasta. Wszystkich członków, nie wybranych grup albo jednostek. Co więcej, obowiązkiem jest dbać nie tylko o własny mieszek i kałdun (z rodziną, znajomymi, ich dziećmi i przyjaciółmi, zwierzakami itd.) ale i brać pod uwagę przyszłe pokolenia. U nas, także na szczeblu centralnym, dominuje klasyczna ideologia "po nas choćby i potop" albo bardziej obrazowo: grab zagrabione. W końcu trzeba się ustawić a jeśli ktoś większość dorosłego życia spędził w peerelu (specjalnie piszę spędził a nie przeżył czy przepracował), trudno wymagać od niego normalnego zachowania. O uczciwości i solidarności nie wspominając.

Wystarczy zerknąć na efekty działań obecnej władzy. Jej szczytowym osiągnięciem ma być szklany pajac, tfu, pałac, czyli pseudoratusz. Oficjalnie, sala, kino, centrum. Nieoficjalnie, potem się pomyśli. Port? Była szansa ale "ktoś" coś przegapił. Skansen? Nie ma kasy ale się znajdzie. Może kiedyś, jutro, za dwa lata, na rynku pod starą maszyną do pisania. Inwestor? Było kilku ale jakoś nie wyszło. Cóż, pech, shit happens. Spróbujemy, pomyślimy, przemyślimy, coś być musi do cholery za zakrętem... Nie? Trudno, oby do wiosny (jesieni rządów). Lokalny dobrodziej pomoże. Media też. Transport miejski? Jeszcze działa. Kępina? Się zrobi. Co? A kto to wie. Kolej? Pomalujemy i będzie git. PKS? Wszyscy mają samochody, po co to komu. Szkoły wyższe, zawodowe, ośrodki? To nie nasza branża i po co mamy wspierać powiat.
Jak dla mnie najlepszym sposobem promocji obecnej nieudolnej ekipy byłoby wykupienie flagi z logiem Budvaru i wystrzelenie jej w kosmos razem z ich pomysłami.  

piątek, 24 maja 2013

Klimat gospodarczy w mieście

Ktoś dowcipny ostatnio powiedział, że w Zduńskiej Woli rozwija się tylko przemysł gastronomiczny, szeroko rozumiany, oprócz pizzerii, restauracji, pubów, sklepy monopolowe. Wcześniej odzież, końcówki serii outletowe, bardziej luksusowe i popularne ciucholandy. Obecnie, nawet i one się zwijają. Przejście ulicą Łaską i kilkoma przylegającymi doń ulicami jest bardzo pouczające z punktu widzenia szarego mieszkańca naszego miasta. Powinno też być pouczające dla władzy i polityków aspirujących do najwyższych urzędów w mieście. Ale tak nie jest i nie będzie. Z prostego powodu. "Oni" rzadko chodzą piechotą, co najwyżej tam gdzie król woli rozważać w swojej samotni na innym tronie ;) Częściej poruszają się samochodami a niektórzy mają kierowców, widać więc, że patrzą z innej perspektywy na problemy miasta. 

Zabawa w gonienie króliczka będzie trwała aż do wyborów. Obecny prezydent będzie nas przekonywał, że chce jak najlepiej, sprowadzi inwestorów, trwają prace, konsultacje, porty, korty i aorty :) Nic z tego oczywiście nie wynikło i nie wyniknie. Wiadomo, że "oni" nie są zainteresowani sprowadzeniem konkretnego inwestora. Lepiej pielęgnować marazm gospodarczy i trzymać ludzi w stanie zobojętnienia. Gdy ktoś będzie się czepiał specjalnych stref ekonomicznych albo terenów inwestycyjnych, dostanie informację, że tereny są średnie, słabe lub mało atrakcyjne. Inne gminy i miasta mają jeszcze gorsze a jednak przyciągają inwestycje, ciekawe jak one to robią, czyż nie? Czary? Lepsze zarządzanie? Zrozumienie potrzeb mieszkańców? I nie odwołują się w co drugim wywiadzie do lokalnego przedsiębiorcy, społecznika czy prawnika. Po prostu działają dla dobra ludzi, nie wąskiej kliki znajomych.

O klimacie gospodarczym w naszym mieście najlepiej świadczą zdjęcia tego typu (ulica Kościelna, Łaska przy ulicy Królewskiej i obok Piwnej):






poniedziałek, 6 maja 2013

Sekrety władzy

Każdy zawód ma swoje tajemnice, o wielu z nich pisał Andrzej Pilipiuk w różnych opowiadaniach. Taksówkarze przewożący duchy, kamieniarze przechowujący mikstury zmiękczające materiał do nagrobków, szewcy z magicznym kopytem, żołnierze z kurtką, której się kule nie imają czy bimbrownicy wyrabiający alkohol z dziwnych półproduktów :)

Urzędnicy nie mogą być gorsi i również posiadają mroczne sekrety zawodu. Wśród kilku mi znanych usłyszanych z ust mieszkańców Zduńskiej Woli mogę wymienić legendę o duchu partyjniaka zamkniętego w "loszkach" pod urzędem miasta, nieśmiertelnej pieczątce, która zawsze wybija daty klęsk narodowych i...daty śmierci prezydentów miasta czy o ulotkach z wydarzeniami, których po prostu nie ma w naszej historii. Ale przecież mogły się zdarzyć.

Nawet jeśli weźmiemy "miejskie legendy" za przejaw czasów i kultury są ciekawym przyczynkiem do badań etnograficznych, kto wie może nawet psychologicznych? Niestety nie spotkałem się ze znikającymi ulotkami ale duch "partyjniaka" ponoć nadal straszy w magistracie.

Można się jedynie domyślać, czy szepce: "Piotrze, Piotrze, cóżeś ty uczynił z grodem Złotnickich"? Czy tylko puka od strony urzędu stanu cywilnego do gabinetu lokalnego "dostojnika." Obecnie nam niemiłościwie panujący prezydent robił kiedyś remont w swoim gabinecie, jest historykiem z wykształcenia, może Wam opowie co znalazł? :)

środa, 1 maja 2013

Skansen lokomotyw - niekończąca się opowieść

Problem skansenu jest typowym problemem narastającym i stworzonym na własne życzenie. Podstawowa zasada rządzenia (słynne trzy koperty) mówi, że najlepiej zwalać na poprzedników i akurat tutaj obecny prezydent może sobie zaszaleć. Niestety dla niego, jest on już tak niewiarygodny, że nikt mu nie uwierzy :) Trudno dziwić się ludziom jak ciągle słyszą: rozważymy, pomyślimy, popatrzymy, stękniemy, uśmiechniemy się, pomachamy rączką itp. By żyło się lepiej! Nam i kolegom.

Gdyby każdy z poprzedników robił "coś" mielibyśmy dzisiaj atrakcję turystyczną godną całej Europy (poważnie, nie przesadzam). Tradycyjna mantra brzmiała: brak kasy. Do tego z pewnością można dopisać: brak ochoty i całkowity brak zrozumienia nowoczesnej promocji (czyli i ludzi). Dla obecnych władz i pewnie nie tylko bardzo wygodne jest powstanie stowarzyszenia, ponieważ mogą umyć ręce od sprawy skansenu (a zapewne i muzeum miasta również skupi się na wielce poważnych sprawach jak pstrykanie odrapanych kamienic; swoją drogą ciekawe czy pytano mieszkańców o zgodę). A przecież w muzeum miało być tak naukowo, czyżby po roku nie starczyło już zapału, mości dyrektorze Polkowski? 

Ale, ale, to żyje!

"O 20 tys. zł na prace porządkowe na terenie karsznickiego skansenu wnioskował na ostatniej sesji rady miasta Czesław Boczek, przewodniczący Stowarzyszenia Miłośników Kolei w Zduńskiej Woli. W swoim wystąpieniu mówił m.in. o braku konkretnych działań Miasta na poprawę wizerunku kolejarskiego muzeum.

- Pomimo wielu obietnic ze strony władz miasta trudno dotychczas o wyraźne formy jakiegokolwiek wsparcia. Na nasze prośby kierowane do władz miasta, otrzymujemy zdawkowe, ogólnikowe, wymijające odpowiedzi. Tak naprawdę nie oczekujemy wiele. Zależy nam przede wszystkim na uporządkowaniu tego terenu – mówił w swoim wystąpieniu Czesław Boczek. – Oferowaliśmy i oferujemy nadal naszą pomoc w różnych pracach porządkowych na terenie skansenu. Jednakże Miasto, jako gospodarz tego terenu, powinno zainteresować się tym miejscem – dodawał."


Taktyka przeczekania i przebujania się na stołku aż do wyborów, niech ktoś inny zajmuje się jakimś tam skansenem. Sądzę, że należy podrzucić panu Niedźwieckiemu (a ten podrzuci pomysł prezydentowi) myśl o oszkleniu eksponatów, wtedy z pewnością jest szansa na odpowiednie działania ;-)
Dalej dowiemy się, że pan prezydent nie wyklucza złożenia wniosku a ja pytam mieszkańców, gdzie w takim razie byli do tej pory urzędnicy odpowiedzialni za pozyskiwanie środków unijnych i kulturę? Internauci skwitowaliby krótko: w dupie. Pan Boczek działa, widać, że mu zależy, pasjonat, podsuwa rozwiązania, wiedząc, że z kasą krucho i wszystko zżera "okienny potwór" a tu zonk. Maksymalna olewka.


Perły metalu czekają. Oby kolejny prezydent ruszył w końcu sprawę skansenu. Na tego nie można liczyć:

środa, 27 marca 2013

Mapa bezpieczeństwa w mieście

Na stronie urzędu miasta dostępna jest obywatelska mapa bezpieczeństwa:

http://www.zdunskawola.pl/www/portal?id=320616

Sądzę, że więcej osób powinno wziąć udział w ankiecie, żeby była bardziej adekwatna do rzeczywistości. Niemniej, już teraz widać pewne trendy:

"Zduńskowolanie wskazują, że najczęściej do naruszenia prawa dochodzi na ulicy Sieradzkiej, Placu Wolności, Łaskiej, Dąbrowskiego, Pomorskiej i Pasażu Rajczaka. Niebezpiecznie jest w weekendowe wieczory na ulicy Żeromskiego i Piwnej.

Z ankiety wynika, że najmniej bezpiecznie czują się mieszkańcy osiedla Południe, Zachód oraz osiedla Tysiąclecia.
Zdaniem ankietowanych do przestępstw pospolitych, jak kradzieże, pobicia, zakłócanie porządku dochodzi również w okolicach zbiornika Kępina i boiska KS Olimpia.

Za najbardziej niebezpieczne miejsca w ruchu drogowym (na mapie zaznaczone kolorem niebieskim) wskazywane są skrzyżowania ulic Kilińskiego - Żeromskiego, Szkolna - Zielona, Łąkowa - Sokola - Główna, Łaska - Dąbrowskiego, Łódzka - Getta Żydowskiego oraz ciąg pieszo-rowerowy na ulicy Kościelnej.
Ankietowani wymieniają ulice Kobusiewicza, Piwną, Paprocką w rejonie Kępiny, Sieradzką, Łaską i Kościelną oraz osiedle Południe jako te miejsca w których najczęściej dochodzi do przekraczania prędkości w ruchu drogowym."

Centrum zwykle bywa niebezpieczne z dwóch powodów: po pierwsze, gromadzą się różni ludzie i na skrzyżowaniach szlaków komunikacyjnych dochodzi do różnych swarów, szczególnie w wolne dni, po drugie, centrum jest znane także (i zwykle tylko centrum) przyjezdnym, co w zestawieniu z gromadzeniem się stałych mieszkańców powoduje niesnaski. Oprócz centrum niebezpieczne bywają różne graniczne ulice i przejściówki między osiedlami a centrum. Od zawsze w Zduńskiej Woli było niebezpiecznie na pasażach i w parku, od pewnego czasu jest z tym nieco lepiej. Kiedyś człowiek czuł się równie nieswojo na osiedlach mieszkaniowych, szczególnie na Zachodzie i przy różnych barach. Dodatkowo, klasyczne wręcz enklawy kamieniczne nie napawały przechodzących spokojem :) Mowa o rejonie ulicy Mickiewicza, Kościelnej, Juliusza, Sieradzkiej, Złotej.

Patrząc na doniesienia medialne widać, że są dwa główne nurty przestępstw: kradzieże i wypadki drogowe. Trudno mi powiedzieć o rozbojach ale mam wrażenie, że jest ich mniej niż pod koniec lat dziewięćdziesiątych, podobnie nie słychać tak głośno o zorganizowanych grupach przestępczych (słynna łódzka ośmiornica samochodowa). W ostatnich miesiącach praktycznie codziennie widzę news na portalach o kradzieży, podejrzewam, że jest to wypadkową pogarszającej się sytuacji w kraju i mieście (bezrobocie, zero perspektyw, wzrastająca niechęć do władzy, rozpad więzi społecznych i rodzinnych). Większość wypadków drogowych niestety jest skutkiem głupoty, brawury i "ścigantów". Idąc tym tokiem myślenia, będzie więcej bankructw, oszustw i włamań. Po wybudowaniu "szklanego domu" sytuacja raczej nie zmieni się na lepsze, ludzie ukulturalniają się mając zapewniony byt dla siebie i rodziny a nie podczas jedzenia rzeźb czy też łykania tomików poezji :)

piątek, 22 lutego 2013

Czego nie lubi władza?

Każda władza, nie tylko samorządowa. Ale powiedzmy, że skupimy się na naszym miejskim podwórku. Władza nie lubi trzech rzeczy:

1) Zaglądania do kieszeni. Niestety (dla nich) jest wymóg publikowania oświadczeń majątkowych ale przecież zanim się wrzuci, zanim ktoś zauważy (jeśli wie, gdzie szukać) a w końcu...strony się czasami psują, czyż nie? :)

2) Krytyki a co za tym idzie przypominania złożonych obietnic. Warto zatem zbierać ulotki wyborcze, gazetki i utrwalać różne wypowiedzi (lubią znikać ze stron internetowych).

3) Niezależnego dziennikarstwa i komentarzy, które ingerują w piękny proces "utrwalania władzy." Bynajmniej, już nie ludowej...

Najciekawsze jest, że ludzie, którzy nami usiłują rządzić, nawet nie administrować bo idzie im niezwykle marnie (poza oczywistymi sprawami kasy) mają wykształcenie historyczne. Wiedzą o sile pamięci, w tym historycznej i dlatego jest ona ich największym wrogiem.

czwartek, 21 lutego 2013

Kto na prezydenta?

Do wyborów zostało jeszcze sporo czasu i jedni kandydaci wypadną a inni wejdą na ich miejsce. Nie siedzę w głowach obecnej "złej ciotki" władzy i nie znam ich planów. Miejskie wróble ćwierkają, że obecny prezydent zostanie wymieniony. Bycie prezydentem jest ciężką harówką, nieprawdaż?

Wśród kandydatów ze stolca władzy wskazuje się na obecnego wiceprezydenta Jędrzejewskiego. Szczerze powiem, że jest to możliwy scenariusz a czy on sam będzie chętny, trudno powiedzieć. Moim zdaniem ten człowiek nie nadaje się na prezydenta. Podobnie jak inny wiceprezydent, który już chyba zresztą da sobie spokój z wyborami. A może nie, jak uważacie? Jestem ciekawy, czy dawna pani wiceprezydent spróbuje zostać "głównym." Mam co do niej mieszane odczucia ale w przeciwieństwie do tych "wszystko wiedzących" ona coś wie :) Wróble ćwierkają, że zamiast p. Brodzkiego obóz szeroko pojętej lewicy wystawi radnego Florczaka, młody, zaradny, z szarmem i bródką ;)

Jak na razie mamy same niewiadome, nie wiadomo kogo wystawi obecna władza miasta kojarzona z przeciągami, nie wiadomo kogo wystawi lokalna PO, nie wiadomo czy PiS postawi na młodych czy jednak będzie starać się montować koalicję z innymi prawicowymi tworami. W końcu, co zrobią wspomniane prawicowe ugrupowania (uaktywnia się ostatnio p. Hillebrand, co z p. Paradą?) Wielką niewiadomą jest zachowanie koła PSL i ich kandydat (jeśli w ogóle wystawią bo pewnie wolą obstawiać powiat i gminę).

Czy widać światełko w tunelu?