Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historia. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 października 2014

Parę pytań do...czyli krótka historia skateparku

Pytano już jednego z wnioskodawców do budżetu obywatelskiego o skatepark, czas zanurzyć się głębiej w odmęty historii. Nowy skatepark jest ale...wymaga poprawek albo wymiany elementów. Może przydałby się specjalista od klątw, zaklinający fuszerki?

http://zdunskawola.naszemiasto.pl/artykul/skatepark-w-zdunskiej-woli-do-poprawki-zdjecia,2434527,artgal,t,id,tm.html#b5f3892d814bdad2,1,3,10

http://zdunskawola24.pl/wiadomosci/zdunska-wola/2219,skatepark-nie-taki-wymarzony.html

Czekając na poprawki lub wymianę elementów zadaliśmy kilka pytań Oziemu :)

Krótka historia skateparków w Zduńskiej Woli. Skąd pomysł, kto uczestniczył (mogą być nicki) i jak wyglądała sprawa użytkowania. Czy ktoś pomagał (władze, znajomi, politycy, kościół)?

- Pomysł wziął się z zapotrzebowania na takie miejsce w naszym mieście. Odkąd pamiętam w Zduni było i nadal jest wielu zajawkowiczów dla których rzeczy takie jak rolki, deskorolka czy też rower już dawno przestały pełnić rolę tylko i wyłącznie służącą przemieszczaniu się z punktu A do B. Dla nich takie miejsce jak skatepark po prostu było, jest i będzie potrzebne, jeżeli chcą dalej rozwijać swoja pasję.
Pamiętam, że przy budowie skateparku na "Relaksie" była nas spora grupa młodych ludzi szturmująca od czasu do czasu urząd miasta z sugestiami, że przydałby sie skatepark. Po paru latach uprosiliśmy ludzi sprawujących wtedy władzę i po wielu spotkaniach oraz wspólnych naradach, powstał nasz wymarzony park (jak na tamte czasy bardzo nowoczesny). Tak było wtedy, o nowy park trzeba, by było zapytać Buliona, bo z tego, co wiem to on to rozkręcił. 

Co powiesz początkującemu adeptowi śmigania na desce czy rolkach? Na co powinien uważać, czego nie robić, co pić i czego nie palić?

- Hmmm, złota rada od wujka jest taka, że jak jest zima i nie masz gdzie jeździć to ćwicz nogi i poprawiaj wyskok, śnieg zniknie a Ty będziesz skakał wyżej, co w tych sportach jest ważne. Poza tym rób, to co lubisz a jeżeli to, co robisz nie sprawia ci przyjemności - rzuć. A co do palenia to - nie pal Jana ;)

Jak postrzegasz jeżdżących teraz w porównaniu do osób sprzed kilkunastu lat (jest różnica?)

- Zależy, o jakiej różnicy mówimy. Jeżeli chodzi o to, co jeżdżący wtedy mieli w głowach, a co ma "młoda gwardia" dzisiaj, to myślę, że nie ma żadnych różnic, ponieważ i jedni i drudzy chcieli i chcą tylko spędzać swój czas wolny, robiąc to, co lubią. Jeżeli jednak chodzi o poziom samej jazdy, to muszę powiedzieć, że różnica jest ogromna i triki, które kiedyś były uważane za niemalże niewykonalne, dzisiaj uważa sie za podstawowe. Tak jest w Zduni, w Polsce i na całym świecie, dlatego żeby nadążyć za tym progresem potrzeba odpowiedniego miejsca do rozwijania swoich umiejętności, jakim niewątpliwie jest porządny skatepark. 

Co sądzisz o budowie nowego skateparku w Zduńskiej Woli - mogą być brzydkie słowa, byle w normie ;)

- Szczerze myślę, że to dobry pomysł, ponieważ stary skatepark już ma dawno za sobą swoje lata świetności a liczba chętnych żeby pojeździć stale rośnie. Myślę, że takie miejsce z prawdziwego zdarzenia kiedyś powstanie w naszym mieście ale nazwaniem tego, co powstało między MacDonaldem a Biedronką skateparkiem byłoby co najmniej nie na miejscu. Podobnie wykonane boisko na Orliku wyglądałoby tak - jedna krzywa bramka bez poprzeczki, gdzie jeden słupek jest wyższy od drugiego, postawiona na betonowej i chropowatej nawierzchni z dziurami, jak w polskich drogach, a wszystko to na górce pod kątem 45 stopni tak, że bramkarz żeby zająć swoje miejsce potrzebuje do tego drabiny - wniosek, lepiej poodbijać piłkę o ścianę bloku niż męczyć się na czymś takim.
Niestety ale tak wyglada ten nieszczęsny park oczami człowieka jeżdżącego na deskorolce od 11 lat...
Wiele miast w Polsce udowodniło jednak, że można dobrze zainwestować pieniążki i nie spaprać roboty. Dobrym przykładem jest Skateplaza w Lesznie, która zrobiona jest na naprawdę światowym poziomie, zainteresowanych odsyłam do Google. 

Co sądzisz o przyszłości budżetu obywatelskiego w mieście?

- Sądzę, że będzie się on rozwijał i że w przyszłości uda się uniknąć wpadek, takich jak ta z tym "skateparkiem."

Zduńska Wola twoich marzeń to....

- Oj, długo by gadać :)

Czego brakuje w mieście, z twojego punktu widzenia?

- Ciężko mi powiedzieć, ponieważ od paru lat jestem tutaj raczej gościem, wyprowadziłem się najpierw do Łodzi a pózniej do Anglii, ponieważ tam były większe możliwości rozwoju niż w naszej małej mieścinie. 

Odwracamy pytanie, teraz ty zadajesz pytającemu.

Pytanie Oziego: Hmmm, jak twoim zdaniem powinien wyglądać proces budowy obiektów sportowych skierowanych do konkretnego grona użytkowników? Czy wybierając podczas przetargu firmę odpowiedzialną za budowę powinno się kierować najniższą ceną wykonania, czy doświadczeniem danej firmy w budowie takich obiektów? Kto powinien być odpowiedzialny za sprawdzenie, czy dana firma rzeczywiście posiada owe doświadczenie i czy obiekty, które buduje rzeczywiście nadają się do użytku?

Odpowiemy tak a w zasadzie odpowie jeden z nas :) W dużym skrócie prawo zamówień publicznych jest najbardziej koszmarnym aktem prawnym, jaki istnieje w Polsce. Niespójne, z lukami, nie wiadomo jak pewne rzeczy interpretować, ciągłe zmiany, gmatwającę istotę rzeczy (chociaż wg niektórych już jest lepiej...), wszystko to powoduje jeden wielki chaos. Już teraz istnieje mechanizm wyboru najlepszej oferty ze względu na jakość, niemniej samorządy rzadko z tego korzystają bo...skóra nie warta wyprawki (wg nich) - trzeba dobrze udokumentować i liczyć się ze sprawdzeniem - nikt nie chce ryzykować. Odpowiadając na twoje pytanie, proces budowy powinien całościowo obejmować zarówno typową papierologię, jak i konsultacje z ludźmi, pasjonatami, na każdym etapie, aż do znudzenia. Nie muszę chyba dodawać, że jest to dość trudne z jeszcze jednego powodu - w urzędzie wtedy przydałby się dobry spec od zamówień i...prawnik specjalizujący się w danej kwestii. Niemniej, nie jest to niemożliwe i wszystko zależy od władz. W przypadku sportów ekstremalnych cena powinna grać rolę poślednią a doświadczenie i jakość wykonania powinny przesądzać o wyborze oferty. Najlepiej żeby inspektor nadzoru był praktykiem deski czy rolek albo roweru, ale przecież nic nie szkodzi włączyć w proces i budowlańców z doświadczeniem i pasjonatów i nawet przedstawicieli z innych miast, które już sobie poradziły z "problemem skateparku", nawet tylko z głosem doradczym. Ale...w grę wchodzi przecież jeszcze urażona duma urzędnicza i...jest jak jest.

Gdybyś byl prezydentem to...

- To miałbym dużo na głowie ;)

Dzięki za poświęcony czas i życzymy skateparku bez lipy, a najlepiej większego i lepszego!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Starocie na sezon ogórkowy cz. 2

Tym razem będzie sensacyjnie :) Może niekoniecznie zgodnie z maksymą "krew na pierwszej stronie" ale z pewnością warto zerknąć.

http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=205576


http://pbc.gda.pl/dlibra/plain-content?id=18275

http://pbc.gda.pl/dlibra/plain-content?id=14874


Dość wyjątkowa informacja zważywszy na politykę mediów w PRL:

http://zbc.ksiaznica.szczecin.pl/dlibra/plain-content?id=6840

A wszystko zaczęło się tak:

http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=43262

Albo i jeszcze wcześniej :)

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=73725&from=&dirids=1&ver_id=&lp=15&QI=

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=233650


Dlaczego nie?

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=119511

http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=201020

http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/dlibra/plain-content?id=18131

http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=193908

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/plain-content?id=207634






Znalezisko ciekawe chociaż z czasów bardzo smutnych:


"Deutsches Reichs-Adressbuch :die Ostgebiete, Ausgabe 1941"



niedziela, 20 lipca 2014

Starocie na sezon ogórkowy

Pisałem wcześniej o cyfrowych bibliotekach i o tym, jakie perełki da się stamtąd wydobyć jeśli się dobrze poszuka.


Odchodząc na chwilę od lokalnej polityki, nie popadając w przesadne klimaty "sezonu ogórkowego" (potwory, UFO, tajne sprzysiężenia), chciałbym przedstawić Wam "Kalendarz misyjny na 1928 rok", wydany przez Księży Orionistów w Zduńskiej Woli. Kolejna pamiątka historyczna, "zdunskowolana":


W kalendarzu znajduje się kilka zdjęć i rycina:






Zerknijmy na spis abonentów telefonicznych na rok 1932/33:



I na koniec "Obraz przemysłu w kraju naszym":


No ok, niech będzie cudacznie:



niedziela, 20 października 2013

Zduńska Wola zielono-wodna

Postaci pana Kozłowskiego nie trzeba przedstawiać mieszkańcom. Pomijając rozmaite wątki polityczne czy czysto naukowe uwagi odnośnie niektórych publikacji, wiele jego drobnych prac powinno zostać rozszerzonych albo chociaż przypomnianych (np. dokumenty i znaki zduńskowolskiej kultury, gdzie znajduje się krótki spis prac poświęconych naszemu miastu). Śmiem jednak twierdzić, że obecnie rządzący w wielu wypadkach są ignorantami w kwestiach dotyczących historii i nie tylko, Zduńskiej Woli. Są ignorantami nie tylko w tych kwestiach ;) 

Akcja śmieciówki, rzekomo społeczna, z wyrzuceniem stacji benzynowej z placu Wolności dobitnie dowodzi nie tylko pismaczej głupoty ale przede wszystkim politycznej niepamięci i bezczelności tych, którzy uważają się za miejskie elity a są po prostu chwilowo rzuconymi przed szereg nawet nie prostakami jak mawiają niektórzy, lecz ludźmi obcymi. Tkanką, naroślą pasożytującą na innych.

Zaglądam do publikacji opracowanej przez Jerzego Kozłowskiego (bez daty wydania) "Zduńska Wola jaka była", na stronie 9 reprodukcja zdjęcia:

No i co panie Niedźwiecki, odbudowujemy historyczny ratusz z elementami, czy udajemy, że szklany dom ma być kinem? :) Panie Wojtas, z "Extry", jak wygląda "społeczna akcja" bojkotu stacji benzynowej na placu Wolności, nic ostatnio nie piszecie?

Oddalając się od bieżącej polityki zacytuję mały fragment z publikacji pana Kozłowskiego, strona 4:
"Wysoki poziom wód gruntowych powodował, że istniało wiele akwenów wodnych, stawów, sadzawek i strumieni, po których dziś nie ma śladu. W latach 40-tych rozlewisko "Kępiny" sięgało od końca ul. Paprockiej prawie do wsi Paprotnia. W czasie okupacji jeździło się na tzw. "kopyciankach" czy na saneczkach z "potykaczami" od ulicy do lasu i pod wieś Paprotnia.
Stosunkowo duży staw "Kazek" na terenie dzielnicy "Trzy Korony" został zasypany w latach 50-tych obecnego wieku. Zniknęła też sadzawka w jego pobliżu na tzw. "Piekiełku." W latach 70-tych przy ul. Żytniej i Rycerskiej istniała sadzawka porośnięta sitowiem i tatarakiem. Obecnie jest tam osiedle domków jednorodzinnych.
Wg opowiadań mojego ojca w latach 20-tych zasypano staw w rejonie Technikum Mechanicznego przy ul. Żeromskiego.
Na obszarze "łąk Balego" przy ul. Piwnej obecnie żyjące pokolenie łowiło rybki w licznych sadzawkach i rozlewiskach. Stawy były na terenie gospodarstwa państwa Justyńskich przy ul. Głównej i Dolnej. Przy ulicy Dolnej w stawie Sękowskiego kąpano się jeszcze w latach 60-tych.
O wielu innych mniejszych zbiornikach dziś już nikt nie pamięta."

Starsi wiekiem mieszkańcy miasta zgodnie twierdzą, że kiedyś było bardziej zielono. Niestety grasujący rzeźnik drzew okaleczył nasze ulice, chociaż...kilka dni temu na ulicy Złotnickiego oraz Łąkowej i przy ścieżce rowerowej koło stadionu widziałem gęste nasadzenia drzewek - ciekawe, czy w całym mieście akcja się odbywała - dobre i to. Pagórki i górki były obecne w krajobrazie Zduńskiej Woli (lokacja zobowiązuje) jeszcze nawet po budowie osiedla Południa. 

czwartek, 10 października 2013

Pociąg pancerny "Piłsudczyk" a Zduńska Wola

Zduńska Wola, jak wiadomo, pociągami stoi. Próby reanimacji skansenu na razie przypominają parodię parodii (przynajmniej od strony miasta). Dobrze, że w ogóle coś się dzieje ale jest to o wiele za mało. 


Władze centralne raczej nie pomogą. Można liczyć jedynie na środki unijne, sponsorów i własną przebiegłość. Powinienem napisać jeszcze - i władze miasta ale wiadomo, że im nie zależy. Może gdyby repliki parowozów były rozdawane na rynku, wtedy pan belfer ruszyłby się do rzetelnej pracy na rzecz promocji atrakcji turystycznej Zduńskiej Woli. A tak, byle do końca miesiąca (albo 28) i wypchnąć innego, niech się tłumaczy. 

Epizody kampanii wrześniowej w mieście są średnio znane. Kojarzy się za to okolice - linia Warty i Widawki. Według powszechnej opinii ludu "weszli i przeszli i nic się nie działo." A jednak coś się działo. Świadczy o tym książka Tadeusza Krawczaka i Janusza Odziemkowskiego "Polskie pociągi pancerne w wojnie 1939 r.", Warszawa 1987. 


Otwieram książkę na stronie 115:

"Na małej stacji Rusiec Łódzki pociąg przejechał obok wagonów towarowych, do których sanitarki zwoziły rannych Polaków i Niemców. Słychać było jęki i wołania o wodę w obu językach. Karsznice, położone obok Zduńskiej Woli, ważnego węzła kolejowego, miały stosunkowo silną obronę przeciwlotniczą. Zaraz po przyjeździe pociągu stację próbowały zaatakować bombowce. Natychmiast odezwały się działka, a cztery myśliwce P-11 zmusiły nieprzyjaciela do szybkiego odwrotu. W Karsznicach członkowie załogi "Piłsudczyka" po raz pierwszy zetknęli się z objawami wyjątkowego barbarzyństwa niemieckich pilotów. Obok brankarta jakaś kobieta grzebała w ziemi, w miejscu, gdzie był świeżo naprawiony tor. Widząc żołnierzy prosiła, aby pomogli odszukać jej zasypaną córkę. Miejscowy kolejarz wyjaśnił im wówczas, że 1 września Luftwaffe zbombardowała tutaj transport ewakuacyjny z Poznańskiego, dokonując prawdziwej masakry wśród bezbronnych. Kobieta straciła jedyne dziecko i doznała szoku."

Szkoda, że nie dysponujemy relacją miejscowego kolejarza ale może ktoś słyszał opowieści rodzinne lub ma pisemny ślad tego wydarzenia?

Na stronie 117 czytamy:

"Wczesnym rankiem 3 września "Piłsudczyk", poprzedzony składem gospodarczym, udał się w kierunku Karsznic."

I dalej na stronach 118 i 119:

"Po paru godzinach spędzonych pod Widawą "Piłsudczyk" odjechał do Łasku. Skład bojowy zatrzymał się na krótko w Karsznicach, gdzie uzupełniono zapasy węgla. W czasie wykonywania tej czynności nadleciał samotny bombowiec i nim obsługi ckm zdążyły otworzyć ogień, lekka bomba eksplodowała kilka metrów od parowozu, szczęśliwie nie powodując żadnych szkód. Dnia 4 września "Piłsudczyk" stał w Łasku, w dyspozycji dowództwa armii. Tego dnia walki rozgorzały na calej długości głównej linii obrony. Łódzką 10 dywizję piechoty gen. Franciszka Dindorfa-Ankowicza, broniącą trzydziestokilometrowego odcinka Warty, zaatakowały trzy dywizji niemieckie. Nieprzyjaciel dysponował 2,5-krotną przewagą liczebną, 8-krotną w artylerii i potężnym wsparciem lotniczym. Upalne lato zmieniło rzekę w łatwą do przejścia przeszkodę wodną. Na północy 24 dywizja piechoty sforsowała Wartę i opanowała Glinno; załoga polska broniła się dosłownie do ostatniego żołnierza.

(...) Dnia 5 września bitwa nad Wartą weszła w stadium decydujące. Dowództwo armii skierowało "Piłsudczyka" do wsparcia przeciwuderzenia 31 pułku pod Mnichowem. Już o godz. 3.00 nad ranem kpt. Gonczar otrzymał rozkaz wyjazdu na front, wkrótce jednak odwołany, po czym pociąg rozpoczął patrolowanie linii kolejowej Łask - Zduńska Wola. Dopiero przed południem "Piłsudczyk" wszedł do akcji, wspierając atak 2 batalionu 31 pułku pod Mnichowem."

Zaglądamy jeszcze na stronę 121:

"Po południu zdziesiątkowane oddziały zaczęły odchodzić w kierunku Wojsławic, miejsca postoju dowództwa dywizji. Piechota niemiecka, wyczerpana walką i stratami, nie ruszyła w pościg. Intensywnie działała natomiast Luftwaffe. Samoloty przez resztę dnia bombardowały rejon Zduńskiej Woli."

sobota, 7 września 2013

A więc wojna

Czytając różne książki zahaczające o region łódzki często przyłapuję się na szukaniu "czegoś" związanego ze Zduńską Wolą. Wstawki, epizody, jednolinijkowe zapisy. Patriotyzm lokalny powoduje, że jestem ciągle rozczarowany pozycjami o mieście, ciągle mi mało i chcę więcej. Ani obecna władza ani dyrektor muzeum nie rozpieszczają czytelników chcących zapoznać się z mało czy mniej znanymi epizodami z dziejów miasta. Owszem, można iść do muzeum, pożyczyć, przejrzeć, zapytać. 

Pytanie, komu będzie się chciało chcieć w nawale zajęć i walki o byt? Nie lepiej na wzór innych miast stworzyć spis, wykaz, bibliografię pozycji o naszym mieście? Zamieścić na stronach internetowych ku chwale Zduńskiej Woli i zainteresowanych? Wbrew pozorom nie wymaga to jakiejś większej wiedzy czy nakładu pracy. Ale...trzeba chcieć. Obiecuję czytelnikom, że w wolnej chwili stworzę mały spis dla fascynatów miasta :)

Wracając do tytułu (ktoś może pomyśleć, że faktycznie jest jakaś wojna albo ją zapowiadam) wyszperałem w książce Tadeusza Dziera pt. "A mnie się zdaje, że to było wczoraj. Dziennik 15 sierpnia 1939 - 2 kwietnia 1940" z 1979 roku takie wspomnienie wojenne (strona 23) z 6 IX 1939 roku:

"Pod Zduńską Wolą, w przepuście pod szosą, złapano szpiega czy dywersanta, który nieopatrznie zdradził się światłem latarki kieszonkowej [ciekawe jakiej narodowości był dywersant, skoro pewni ludzie ciągle przedstawiają nam historię miasta jako cukierkową i sielankową wizję współżycia kilku kultur i narodowości- uwaga moja...]. Widzieliśmy, jak go prowadzono do najbliższego posterunku wojskowego.

Zduńska Wola przedstawiała straszny widok. Większe budynki zbombardowane, szosa zawalona gruzem i całymi ścianami odłupanymi z frontów i fasad domów. Słupy telegraficzne ukośnie tkwiące w ziemi jak zapałki wetknięte w piasek ręką dziecka, wszędzie pozrywane przewody i druty. Koło wiaduktu kolejowego ogromna wyrwa średnicy ok. 20 m pełna już wody. Po prostu lotnik nie trafił w tory kolejowe." 

Westerplatte, Wieluń a może Przełęcz Jabłonkowska?

http://www.youtube.com/watch?v=3PeIGuXWWAo

czwartek, 1 sierpnia 2013

Kim jestem?

Kim jesteś? Dokąd zmierzasz? Czemu akurat taki blog a nie inny? Zauważaj pozytywy. Nie bądź czarnowidzem. Takie pytania pojawiają się często pod komentarzami na blogach, gdzie zdarza mi się zamieścić jakiś komentarz. Ludzie mają dziwną tendencję upraszczania (może wzorują się na brzytwie Ockhama?) aż do granic przesady.

Upraszczają tak bardzo, że robi się to śmieszne. Jeśli opisujesz władze miejskie na pewno masz coś wspólnego z obozem starosty, szczególnie, że sprawy powiatu raczej rzadko pojawiają się na blogu. Krytykujesz i obnażasz głupotę czy złe działania, do czego masz prawo, na pewno jesteś zwolennikiem starego ładu i układu. Doskonale wiem, skąd wychodzą te "spontaniczne" komentarze i dlaczego kolejny blog nieprawomyślny z linią obecnej (oby jak najkrócej) władzy w mieście tak uwiera. No bo jak można nie kochać uśmiechniętego historyka prężącego się do mediów, lansującego szklany dom, garnitur i opaleniznę? Gdyby jeszcze uczestniczył on w blokadach, wtedy zrozumiem ;) A tak, słabizna. Pod każdym względem.

Przechodząc do sedna pytania drążącego niecierpliwych panów i panie, urzędników, asystentów i doradców, mniej i bardziej spacerujących po mieście i udających, że ich zajęcia wnoszą coś szczególnego do życia mieszkańców i miasta, napiszę, że zwykle podobne blogi są dziełem zbiorowym. Grupa fascynatów, hobbystów, mieszkańców zaniepokojonych wieloma sprawami pod rządami NPWDM (najgorszego prezydenta w dziejach miasta) organizuje się i zbiera materiały, pisze, komentuje, opisuje i pomaga w ramach swoich możliwości. Kim zatem na pewno nie jestem?
- Zenonem Rzeźniczakiem,
- Wojciechem Rychlikiem,
- Joanną Jarosławską,
- Hanną Iwaniuk,
- Konradem Pokorą,
- Przemysławem Ginterem,
- Tomaszem Polkowskim,
- Krzysztofem Jędrzejewskim,
- Ireneuszem Krześnickim,
- Jackiem Walczakiem,
- Robertem Florczakiem,
- Markiem Podsadniakiem,
- Marcinem Łabędzkim,
- Dariuszem Jońskim,
- Jerzym Chrzanowskim,
- Tomaszem Juszczakiem,
- Krystyną Bąk,
- Karolem Szukalskim,
- .....
Mógłbym napisać w tym miejscu podobnie jak Prokrastynator, że pochlebia mi itp. itd. ale nie napiszę. Nie pochlebia mi, co najwyżej bawi. Znam wszystkich z listy (z mediów) ale nie jestem (jeśli ktoś odniósł podobne wrażenie) Wincentym :D ani Donaldem czy Jarosławem. Jestem zwykłym mieszkańcem Zduńskiej Woli, podobnie jak inni tworzący bloga. Interesuje mnie miasto, mieszkańcy i ich życie. To nie jest blog do lansowania się ani do budowania kampanii PR. To blog o realnych problemach i nieudolnych działaniach władz. Udolne rzeczy też się pojawiają i będą pojawiać, podobnie jak pozytywy cieszące oko.

sobota, 13 lipca 2013

Świadomość historyczna mieszkańców

Byt kształtuje świadomość, mawiali. I jak w przypadku innych działań kulturalnych w mieście widać, że pewne sprawy są ważniejsze od innych. Człowiek mający pracę, najedzony, zadowolony, z pewnością chętniej weźmie udział w "instalacjach artystycznych" niż zarobiony mieszkaniec, tyrający od świtu do zmierzchu a często i dojeżdżający do pracy i wystający w korkach. Oczywiście wielu nawet jak się im zapłaci, za Chiny nie weźmie udziału w imprezach organizowanych przez szeroko pojęte placówki kultury bo ich to nie interesuje i też dobrze. Każdy robi to, na co ma ochotę. Wybrzydzający nosem esteta napisałby, że przecież społeczeństwo masowe żywi się prymitywnymi rozrywkami...masowymi ale przecież nikt nie każe (i niech tak pozostanie) uczestniczyć w obchodach świąt, koncertach czy spektaklach. Najbardziej poszkodowane są dzieciaki ze sztandarami ale pewnie i tak będą miały bonus w postaci lepszej oceny czy plusa :)

Nieobecność mieszkańców czy bardziej obecność nielicznego grona mieszkańców (nie wliczam "urzędowych" delegacji) na obchodach różnych świąt lokalnych czy państwowych dowodzi słabej świadomości historycznej wśród ludzi. Kłania się polityka historyczna poprzednich władz i jeszcze bardziej wczesnych, która zmuszała do wystawania na powietrzu i łażenia bez celu w gąszczu mniej i bardziej farbowanych świąt robotniczych. Pewnie i dzisiaj znajdą się fascynaci tego sposobu spędzania wolnego czasu i będą przekonywać, że przecież praca, mieszkanie, pewność itp. ale nie o to chodzi we wpisie, który czytelnicy z mozołem przesuwają linijka po linijce. 

Świadomość historyczną można kształtować dwojako, poprzez urzędowe nakazywanie i "zachęcanie" oraz faktyczne zachęty do rozwoju myślenia o dziejach (obchody i szkoła). Ale historia jest bronią obosieczną, pomimo tego, że uczy, iż...nikogo nie nauczyła niczego, dla władz ułomnych, głupich i z nadania obcego, stanowi nieprzyjemną bombę z opóźnionym zapłonem. Historia przypomina chwalebne momenty społeczeństwa czy narodu, wygrane, tworzy określone mity i legendy.

Uprawiana wobec nas przez rozmaite antypolskie środowiska pedagogika wstydu polegająca na obarczaniu polskiego społeczeństwa różnymi wydumanymi winami i -izmami powoduje reakcję obronną, co widać doskonale w powolnym odradzaniu ruchu narodowego. Wiadomo, że lepiej czytać jak nakopaliśmy tym złym do dupy niż o kolejnym zrywie (nieudanym zwykle chociaż ze dwa, trzy wygrane powstania i mniejsze ruchy i ruchawki by się znalazły), który skończył się niewolą i marazmem.

W rzeczywistości absolutnie irracjonalnej jaką był PRL, historia była zdegradowana do roli (też tak często bywa) instrumentu w ręku władz, w szkołach sprzedawano ściemę a człowiek używał masek (tak jest nadal wbrew pozorom). Były białe i czarne plamy historii, wśród których słowem kluczem był Katyń i wojna 1920 roku (nawet "legendy" komunistów miały skazę bo uczestniczyły w walce z bolszewikami). Na szczęście pozostawała rodzina i drugi obieg chociaż bardzo starano się wykorzenić przedwojenne książki (Piasecki, Ossendowski, historyczne a nawet i kryminały). Niestety, w wielu przypadkach, pomimo "odświeżania" pamięci ludzkiej po 1989 roku, udało się. Wielu zostało zapomnianych nad wyraz skutecznie. Perfidną akcją komunistów była zbiórka makulatury, podpuszczano szczególnie dzieciaki aby wynosiły z domu starocie na przemiał (klasyk bolszewickiego skłócania młodych ze starymi).

Wracając do tematu, pomimo istnienia muzeum, działania poprzedniego dyrektora i wielu fascynatów mam wrażenie, że sytuacja historyczna w mieście jest krytyczna. Nie będę się wypowiadał na temat pracy magisterskiej prezydenta chociaż z pewnością kilka skanów byłoby niezmiernie ciekawych ;) Poprzestanę na stwierdzeniu, że w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, pomimo mizerii ogólnorozwojowej w mieście działo się więcej w dziedzinie dokumentowania dziejów. Oby obecny dyrektor muzeum nie zapomniał o naukowym charakterze swojej placówki, kto wie czy jego kadencja za rok nie dobiegnie końca, niech da się zapamiętać z dobrej strony...Niech nie skupia się na baśniowej wizji "trzech kultur zgodnie pracujących na rzecz miasta" lecz rzetelnie działa na rzecz prawdziwej historii nawet jeśli byłaby smutna.

Co przeciętny mieszkaniec miasta wie o Zduńskiej Woli? Kojarzy założyciela, opowie o świętym, czasem poda datę założenia miasta, nierzadko opisze kulisy konfliktu Sieradza ze Zduńską Wolą (tak, w tej kolejności, to ich wina nie nasza), może połączy Zapolice i linię Warty i Widawki z gettem i cmentarzem żydowskim oraz dzięki przekazom rodzinnym powie o epizodzie z rozbiciem posterunku "sił ludowych" i ośmieszeniu "ludowych okupantów" po II wojnie światowej. Ktoś ze starszych doda o ruchach robotniczych i narodowych oraz o prężnym ruchu spółdzielczym przed wojną. Wbrew pozorom nie znamy dość dobrze udokumentowanej historii miasta przed 1939 (czasy II RP) a i ta najnowsza z "utrwalaczami" nadal jest nieokreśloną plamą. Władze sępią jak mogą a monografia miasta powinna być już dawno zrobiona. Szczypty pikanterii sprawie dodaje fakt, że obecny prezydent jest historykiem z wykształcenia, pytanie, czy z zamiłowania? Sępienie na historii jest głupotą bo dobra opowieść, połączona z paroma ciekawostkami, nie tylko przyciąga mieszkańców do odwiedzania muzeum, swojego muzeum ale i przyciąga turystów. Aby daleko nie szukać:

W 1941 wywiad ZWZ wykrył i zdobył rysunki techniczne kadłubów pocisków V1, wyrabianych w fabryce Weighta a wiosną 1943 uzyskano dalsze informacje o doświadczeniach z tą bronią prowadzonych na poligonie koło Sieradza.  
O skansenie litościwie przemilczę :)

środa, 26 czerwca 2013

"Czerwona" Zduńska Wola


Zduńska Wola jak na porządne, młode duchem i historią miasto ma nieco powikłane pochodzenie jak i losy. W przypadku Łodzi ludzie często się dziwili, jak prezydentem może być osoba utożsamiana z prawicą skoro miasto jest czerwone i zakomuszałe. Mało kto z tych dziwiących się zdawał sobie sprawę, że z Łodzią nie jest tak prosto. Miasto ma mocne tradycje robotnicze, socjalistyczne, rewolucyjne, które później komuna przypisywała sobie i wrzuciła wszystko do czerwonego wora ale z drugiej, jako przeciwwaga istnieją silne ruchy patriotyczne, narodowe, prawicowe. Wiedząc to, taki a nie inny wybór już mniej dziwi. 

Wspominam o Łodzi nieprzypadkowo, o nas, Zduńskiej Woli, także często się mówi i pisze, że jesteśmy czerwonym miastem (obecnie nieco mniej co wynika z przemian) a na pewno zaczerwienionym. Miasto fundowane na typowej, wczesnej kapitalistycznej podbudowie (wyzyskowej jak rzekliby klasycy poprzedniej epoki) zmieniło się w przytulisko mniejszości i ruchów wywrotowych ;) O skali przemian niech świadczą zachowania mieszkańców w dwóch powstaniach narodowych (od nienawiści do miłości).

Później mocny był ruch ludowy, socjalistyczny ale i...endecki. Po 1989 teoretycznie prawica rządzi w mieście ale często jest to prawica przyszywana, z odzysku komuszego, a nadal silne są ruchy, stowarzyszenia, ugrupowania lewicowe. I pomimo wymiany pokoleniowej, podejrzewam, że nadal będą znaczącą siłą: taki genius loci. Miasto z rodowodem niczym z powieści pozytywistycznych a jednocześnie silnie lewicowe czy nie napisać mocniej, lewackie. Piszę o tym dlatego, że pomimo różnic ideologicznych, obchodzonych świąt i innych gadżetów, oba nurty łączy "miłość" do stołków - piszę o obecnej sytuacji, gdy ideologie się rozmywają niczym radni przechodzący z klubu do klubu, partii, od PiS po P3 i na odwrót. Koalicje lokalne często są robione na przekór wojnom na górze i potrafią prawdziwych ideowych sympatyków określonych partii przyprawić o arytmię serca. Tak właśnie wygląda polityka. Brudna, jałowa, ściekowa, z malutkimi interesikami radnych i ich rodzin w tle. Jeśli znajdziemy ludzi, którzy chcą coś zrobić dla miasta, nawet pojedyncze epizody się liczą, czas chyba im dać nagrodę, dla "chcącego radnego dla miasta."

Jak napisał Paweł Samuś w książce "Rewolucja 1905-1907 w Łodzi i okręgu. Studia i materiały pod red. B. Wachowskiej", Łódź 1975, strona 43:

"Organizacja w Zduńskiej Woli przeżywała gwałtowny rozwój od połowy 1906 r. Na początku tego roku istniały tylko pojedyncze kółka, a jesienią działało tu już około 700 członków partii i członków związków zawodowych. W partii przeważali tkacze-chałupnicy pochodzenia niemieckiego, zatrudnieni w mieści i okolicy. Mniejsze wpływy miała SDKPiL wśród proletariatu polskiego i żydowskiego, gdzie dominowały PPS i Bund. W zduńskowolskiej SDKPiL działałi m.in. Ferdynand Paceld ps. Streif, Józef Miller, August Basmiński, Robert Frank, Józef Sztama, Florian Frankiewicz, Karol Luke, Walenty Wawrzyniak, Antoni Skonieczny i Stefan Ficiński. Organizacja posiadała oddział bojowy, który dokonał kilku udanych zamachów na szpiclów i prowokatorów.*"

 * W przypisie podano, że w styczniu i lutym 1907 r. w Zduńskiej Woli policja aresztowała 10 bojowców SKDPiL.
Nietrudno się dziwić, że PPS była bardziej popularna skoro "wysiedli na przystanku niepodległość" a inni chcieli później nieść pokój wszystkim ludom świata ("niech przemówi tow. Mauser")...

czwartek, 18 kwietnia 2013

Opozycja zduńskowolska

Historia naszego miasta często jest zaskakująca, o czym łatwo można się przekonać czytając starą prasę albo rozmawiając z odchodzącym pokoleniem. Stały czytelnik mojego bloga podesłał mi ciekawostkę zaczerpniętą z książki Damiana Trzeszczaka pt. "NSZZ "Solidarność" w Zduńskiej Woli w latach 1980-1989, Zduńska Wola 2011. Chodzi o "Faszystowską Armię Odrodzenia", oto cytat z książki, strony 150 i 151:

"Wydział III SB w Sieradzu we współdziałaniu z Kom. Woj. MO w Zduńskiej Woli w 1982 r. wykrył dziecięcą grupę funkcjonującą pod nazwą Faszystowska Armia Odrodzenia, w której skład wchodziło 6 uczniów Szkoły Podstawowej nr 11 w Zduńskiej Woli. Grupa miała znamiona organizacji: nazwa, złożona przysięga, przydział stanowisk i zadań, stopni wojskowych, warunki przyjęcia do grupy (chęć działania w konspiracji), walka z socjalizmem i chęć bycia faszystą. Grupa planowała malowanie napisów na murach budynków i słupach ogłoszeniowych w ruchliwych punktach miasta. Wiek członków tej organizacji wynosił 12-15 lat, a jej przywódcą był Piotr Hajnyk. W stosunku do rodziców tych dzieci sąd dla nieletnich orzekł częściowe ograniczenie praw rodzicielskich."

Ciekawe, czy członkowie grupy pod jakże frapującą nazwą nadal mieszkają w naszym mieście? Osobiście chciałbym poznać choć jedną osobę z "armii", która mogłaby odpowiedzieć na kilka pytań mnie nurtujących, między innymi: dlaczego taka nazwa i co było dalej. Jeśli potraktujemy nazwę szerzej i weźmiemy ją zupełnie poważnie, okaże się, że członkowie mieli większą świadomość historyczną niż wielu dzisiaj, tak ochoczo wyzywających innych od "faszystów" (zwykle skrajne elementy lewackie). 

piątek, 1 marca 2013

Gościnni do przesady

Zduńska Wola była zawsze miastem gościnnym. Przygarnialiśmy biednych i dawaliśmy zarobić bogatym. Były i biedne warsztaty i strajki a także całkiem spore fortuny. Tolerancja i życzliwość szły w parze z gościnnością. Pojawia się pytanie, czy nie jesteśmy zbyt gościnni? Powiecie, jak można być zbyt gościnnym?
Zbyt gościnny gospodarz nie odezwie się gdy plują mu w twarz. Dla dobra miasta, rodziny, domu, nie będzie reagował na gburowate zaczepki ani ordynarne łajdactwa. W końcu, gość w dom, Bóg w dom. 

Odbiciem gościnności jest wiersz autorstwa Romana Gorzelskiego pod tytułem "Białe miasteczko" z broszurki Jerzego Knopa, "Zduńskowolskie szkice", z 1984, strona 2:

"Białe miasteczko,
Miejsce szczęścia i prawdy.
Wreszcie w nim jesteś.
Dojść tu chciałby dziś każdy.
Żyją w nim długo,
Przez całą wieczną młodość.
Obcy, włóczęga:
Witany jak drogi gość!
Pory roku
Cicho chodzą po mieście.
Długo błądziłeś,
U celu jesteś wreszcie!
Radość istnienia
Śmiechem pędzi przez pola,
Poprzez ulice:
Śnieżna to Zduńska Wola..."

W imię tej fałszywie pojętej gościnności doprowadziliśmy do sytuacji, w której rządzą nami nie-rodowici Zduńskowolanie, mieszkający w mieście, dorastający w nim, pracujący i żyjący ale Zduńskowolanie z odzysku, nie czujący miasta, działający w zasadzie na jego szkodę, mniej czy bardziej widocznie. Zduńskowolanie przyszywani z wiosek i miasteczek obok (Szadek), w końcu- przedstawiciele miast tradycyjnie obcych czy wrogich:  z Sieradza i okolic. Od razu dopiszę, że nic nie mam do mieszkańców małych miasteczek i wsi i jestem za wzbogacaniem pierwiastka miejskiego o nowe prądy i żywioły ale wszystko w ramach odpowiednich proporcji :) Zduńskowolanie, których nie widać na mieście, w sklepach, podczas imprez. Nie znający bolączek mieszkańców, nie podróżujący komunikacją miejską, odizolowani od "szarego człowieka", przebywający w gronie podobnych im...przyszywanych "Zduńskowolan."

Przyszli prezydenci, dyrektorzy, urzędnicy, przedsiębiorcy, ludzie kultury, sportowcy, są wśród nas. Są mieszkańcami takimi jak ja i wy. Dajcie im szansę zamiast wspierać ludzi obcych. Nie ma sensu tracić czasu na głupie pomysły i radosną twórczość ludzi znikąd. 

środa, 27 lutego 2013

O komunistach i żołnierzach wyklętych

Kiedyś "pachołki Moskwy", dzisiaj "lewica." Ciekawe jak przed wojną przedstawiała się sprawa organizacji komunistycznych w naszym mieście. Biorąc pod uwagę strukturę narodowościową Zduńskiej Woli oraz strukturę zatrudnienia, z pewnością sympatie "rewolucyjne" nie były rzadkością. W bibliotece cyfrowej UŁ:


mamy numery "Echa Kaliskiego Ilustrowanego", w numerze 92 z 2 kwietnia 1936 możemy przeczytać taką informację:


Obecnie "lewica" nawet nie ma zamiaru wstydzić się za swoje czyny. Co więcej, osoby nie zgadzające się z ich wizjami są określane mianem "faszystów", "antysemitów" i "wsteczników." A bohaterowie ostatniego podziemia niepodległościowego wcześniej nazywani "członkami band reakcyjnych" nadal są traktowani przez "lewicowców" jak za poprzedniego ustroju. Tak właśnie wygląda polityka braku dekomunizacji w pełnej krasie.
Pamiętajmy o żołnierzach wyklętych 1 marca!


piątek, 22 lutego 2013

Małe miasto

Witajcie w nowym miejscu :) Zapraszam do lektury!

Przeglądając gazety sprzed kilku lat nietrudno zauważyć, że ówczesny prezydent Rzeźniczak nie miał dobrej prasy. Każde potknięcie, mniej czy bardziej istotne dla budżetu było opisywane, nagłaśniane i przedstawiane jako niebywały skandal. Inna sprawa, że takich "potknięć" było sporo. Tutaj trzeba oddać sprawiedliwość mediom lokalnym. Z drugiej jednak strony, patrząc z dzisiejszej perspektywy, ma się wrażenie, skoncentrowanego ataku i przygotowań do... Dzisiaj już wiemy, do czego :) Lektura wspomnianych gazet pozwala także zobaczyć różne powiązania polityczne i zawodowe (podobnie jak lektura ulotek).

Powiązania, które dzisiaj mogą wydawać się dziwne lub co najmniej zastanawiające. Warto wiedzieć, zanim znowu trzeba będzie zdecydować.

W "Naszym Tygodniku" z 6 października 2006 na stronie 3 u góry "na sygnały od czytelników czeka nasza reporterka Ewa Dobrowolska pod numerem telefonu 043 824-99-77" a na dole mamy informację, że "prezydent się promuje za miejskie pieniądze." Obok potężne ogłoszenia, obok których nie da się przejść obojętnie:




Na stronie 7 mamy "swojego chłopa na wójta":


Będąc w temacie starosty nietrudno zauważyć, że walka frakcyjna się zaostrza: ostatni numer gazetki agitprop. Jak mawiają, jeśli nikt nie czyta, trzeba zrobić skandal. A może ktoś się zdenerwuje i będzie darmowa reklama? To już nawet nie jest brukowiec ani pismo w rodzaju dawnych "skandali", gdzie UFO sąsiadowało z potworami z kanalizacji :) Jak słusznie zauważył komentujący u Prokrastynatora:

http://prokrastynator-perfekcjonista.blogspot.com/2013/02/chichot-historii.html

"A najlepsze jest to, że piszący ten artykuł krytykuje samego prezydenta, dlatego, że zapadające się studzienki są na terenie miasta. Północ - Południe w mieście nadzorował właśnie sam prezydent, z którym firma miała podpisaną umowę. Albo piszący o tym nie wie, albo udaje, że nie wie.
Jedno jest pewne, tylko jedna osoba może wygrywać jakiekolwiek rankingi, jak ktoś inny wygra, to znajdzie się na pierwszej stronie tego g...wna."

czwartek, 21 lutego 2013

Monografia miasta

Zduńska Wola od pewnego czasu czeka na swoją monografię. Dawna, obejmująca dzieje do 1914 roku prof. Śmiałowskiego jest już mocno nadgryziona zębem czasu chociaż z pewnością można ją wykorzystywać nadal. Istnieje seria monograficzna wydawana przez Muzeum Historii Miasta, między innymi wydano książki ks. Majdaka, p. Parady o Narodowej Demokracji, opis miasta z 1860 roku Feliksa Piotrowskiego opracowany przez prof. Śmiałowskiego, p. Sowy o komendantach ZWZ-AK czy p. Urbańskiego o archeologii powiatu lub też zduńskowolskie wspomnienia p. Kozłowskiej-Dębickiej oraz p. Trzeszczaka o Solidarności ale nie sądzę aby to w pełni satysfakcjonowało miłośników dziejów naszego miasta. Podobnie jak okazjonalne inicjatywy wydawnicze w stylu informatory gospodarcze, książka o szkolnictwie ("Zarys dziejów szkolnictwa w Zduńskiej Woli"), przewodniki po mieście (słynny zielony z planem) czy kalendarze ze starymi zdjęciami albo zbiory pocztówek ewentualnie monety kolekcjonerskie.

Owszem, była książka nieżyjącego już p. Kozłowskiego, całkiem przyjemna w czytaniu ale raczej nie da się o niej powiedzieć, że spełnia wymagania warsztatu naukowca. Co ciekawe, jeszcze "za komuny" wydawano broszurki, które nadal wielu ma w domach, na przykład p. Pawlaka "Miasto przy fabrycznym trakcie" (polecam jego książki o Łodzi) i p. Poradowskiego "Zduńska Wola i okolice."

Ale co sprawia, że nadal nie możemy się doczekać porządnej monografii miasta a na przykład taki Łask albo Wieluń ją posiada? Miasto już kiedyś przymierzało się do wynajęcia dziejopisów i stworzenia książki o Zduńskiej Woli ale miejskie wróble mawiały, że cena była nieadekwatna do wymagań urzędników.

http://www.zdunskawola.pl/phptest/UserFiles/Enclosures/uchwaly/5a0067189f15935860895298a71d9d13_0.doc

Uchwała Nr IX/115/07 Rady Miasta Zduńska Wola z dnia 28 czerwca 2007 roku w sprawie przeprowadzenia badań i opracowania monografii Miasta Zduńska Wola.

http://www.zdunskawola.pl/phptest/UserFiles/Enclosures/zarzadzenia/87cf040bea014965c8a8641eab5bec11_0.doc 

Dlaczego nie wydaje się książek o mieście? Krótkich, dłuższych, przyczynków i biografii, ciekawostek i analiz? Czy problemem jest brak chętnych autorów z wartościowymi dziełami? A może chodzi o nastawienie urzędników?
Biuro promocji niech w końcu spisze z muzealnikami pozycje o mieście i umieści na stronie dla zainteresowanych (podobnie przydałby się katalog prac licencjackich, magisterskich i innych dotyczących miasta).

Urząd Gminy pokazał, że się da:

http://www.ugzw.com.pl/Dokumenty-PDF/Leksykon.aspx?disposition=attachment 

Przypomnę, że prezydentem Zduńskiej Woli jest historyk. Wstyd!