Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomysły. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 stycznia 2017

Budżet dla mieszkańców

Wiem, wiem. Radni dbają o siebie i PR. Jasne. Ale w końcu pokazali, że czują się częścią miasta, Zduńskiej Woli i kompletnie wymodelowali budżet "panu od przyrody." I dobrze. Może w końcu coś się ruszy na zapomnianych przez Boga i....kiepskie władze miejskie, ulicach.


Jak łatwo się domyślić, rozpoczęła się orgia komentarzy negatywnych i minusowania. Być może ktoś czasem jeszcze zagląda na jakieś portale i czyta wypowiedzi ale nie robiłbym z tego afery - wybory wygrywa się klasycznie i internetem z naciskiem na I. Samym netem u nas się jeszcze nie wygra.

"Prawie 2 mln zł obcięli na administrację. Głównie chodzi o pieniądze na wynagrodzenia.
Ponad 3 mln zł zdjęli z wydatków na oświatę, w tym 120 tys. zł na wynagrodzenia nauczycieli w oddziałach przedszkolnych oraz ponad pół miliona na przewidywane nagrody jubileuszowe."

http://zdunskawola.naszemiasto.pl/artykul/budzet-zdunskiej-woli-na-2017-rok-uchwalony-zdjecia,3966294,artgal,t,id,tm.html

Niemniej, fala niechęci do prezydenta Niedźwieckiego (niestety, jeszcze prezydenta) narasta, co widać na różnych uroczystościach, na których się on pokazuje (wraz z małżonką). Antypis nic mu nie dał i nie da. Park kolejnej kadencji również. Nawet jak powstaną następne strony "promujące" ofertę inwestycyjną i dziwne filmiki (prawdziwe w przekazie...), które zapewne są zrobione niezwykle wnikliwie i profesjonalnie (za jedyne 20-30 tysięcy złotych?). Kasa jest na "promocję gospodarczą"? Jest! No to trzeba ją wydać. A jak to już inna sprawa. Tę kasę, jak i kasę na badziewiaste filmiki i inne cuda, sylwestry pod lipą, gruszą i retuszem można by spokojnie przeznaczyć na coś innego, z pomysłem promującego nasze miasto. Ale przecież nie wymagajmy za dużo od prezydenta i jego ekipy (nielicznej). Byle do pierwszego i kaska leci. 





Prawdziwie. Pusto, szaro, ponuro. Tego typu filmy kręci się wiosną gdy buchają kolory i jest pełno ludzi na ulicach. No ale przecież "sztab PRowy" prezydenta zajmuje się czymś innym...

Z tej mąki chleba nie będzie i dobrze się stało, że radni (pomijając motywacje) zburzyli pieczołowicie budowaną przez lata konstrukcję a szum w komentarzach mało obchodzi szarego człowieka - obchodzi jedynie tych, co korzystali, BMW urzędników i belfrów. Zaraz zaczną się jęki, że się tak nie da, nie starczy, musimy zamykać i zwalniać. Owszem i co z tego?

Zobaczycie moi państwo na ciepłych posadkach pierdzący w stołki jak wygląda realny świat i rzeczywistość w Zduńskiej Woli AD 2017. I obiecuję wam, że nikt was nie pożałuje. Tak jak nikt nie żałował nas, mieszkańców, dojeżdżających do Łodzi, harujących na 3 zmiany za minimalną krajową.

O miałkości Niedźwieckiego świadczą ostatnie decyzje kadrowe (sekretarz!). Widać, że nawet urzędnicy boją się już jawnie angażować w politykę i firmować jego pomysły (oprócz 2 czy 3, którzy wierzą, że Niedźwiecki będzie co najmniej jeszcze jedną kadencję).

Jest jeszcze jeden argument przeciwko obecnemu prezydentowi. Pech...nazywając rzecz oględnie

http://zdunskawola24.pl/wiadomosci/powiat/5368,dromak-w-trakcie-postepowania-upadlosciowego.html

albo sami wybierzcie odpowiednie określenie. W każdym razie biuro odpowiedzialne za tzw. rozwój i inwestycje powinno być rozgonione na cztery wiatry...

Korzystając z okazji, życzę wszystkim mieszkańcom dobrego 2017 roku i lepszego włodarza. Z jajami, który da nowy impuls dla rozwoju. A dlaczego tak? Wróble ćwierkają o rezygnacji ze stołka.

wtorek, 24 listopada 2015

Klub Miłośników Fantastyki "Sagitta"

W Zduńskiej Woli politycznie zrobił się kabaret, prezydent został bez swoich "pretorian" a niebywale zdolni, młodzi i znani z aktywności (hahaha) radni chcą rozwijać się razem dla rozwoju. Mówiąc inaczej, zgrane karty szukają młodej twarzy do roboty i wystawienia w mediach. Ale...drogie panie, to już nie wróci. Wasz czas się kończy. Na szczęście. Radny ma być aktywny i dbać o swoich wyborców a na pewno im pomagać. Aktywizowanie się raz na ruski rok jest tyle warte co zapewnienia niektórych o mofach, fabrykach laptopów i innych cudach na kiju...

Odbijmy się na chwilę od politykowania w Zduni i zajrzyjmy do Sieradza.
Dzisiaj coś nietypowego. Parę słów od Tomka, członka Klubu Miłośników Fantastyki "Sagitta", działającego przy Powiatowej Bibliotece Publicznej w Sieradzu. Z fantastyką każdy z nas miał do czynienia a z pewnością wielu czytelników bloga lubi poczytać nie tylko polskie produkcje :)





Czym jest Klub, co to za twór i o co chodzi? Co się dzieje na spotkaniach i do kogo skierowano ofertę? Skąd się wzięła idea powstania KMFu?

- Klub Miłośników Fantastyki "Sagitta", działający przy Powiatowej Bibliotece Publicznej zrzesza ludzi interesujących się szeroko pojętą fantastyką. Od bajek i legend, przez historię porównywaną do dawnych eposów, do wojen dziejących się na rubieżach kosmosu. Idea powołania klubu powstała dość przypadkowo. Podsunięta została przez kolegę, który na retoryczne pytanie o to, że nie ma w Sieradzu takiego miejsca, w którym można by porozmawiać o książkach fantastycznych zasugerował stworzenie go. W pierwszej kolejności pisałem na forach i pytałem klub gier fabularnych w Zduńskiej Woli. Po wizycie znanego polskiego pisarza fantastyki Jakuba Ćwieka w Powiatowej Bibliotece Publicznej wyszedłem z propozycją powołania klubu i została ona życzliwie przyjęta. Działalność klubu skierowana jest do wszystkich - mniej lub bardziej zainteresowanych tematyką fantastyki. Ważne, że chcesz się spotkać i wyrazić swoje zdanie o temacie, który poruszamy, bądź tylko posłuchać.

Nie skupiamy się na samych książkach, ale poruszamy tematy gier komputerowych, filmów, gier planszowych, komiksów i całej gamy innych tworów fantastyki. Każde spotkanie Klubu jest wyjątkowe, bo inne - raz dyskutujemy, innym razem słuchamy albo gramy. Najlepiej samemu przyjść i zobaczyć, co tak właściwie dzieje się na spotkaniach KMF-u Sagitta. Serdecznie zapraszam!

Jakie są plany na przyszłość? Czy planujecie własną nagrodę, inicjatywy dla młodzieży, "wyjścia do ludzi", konkursy?

- Mamy dalsze i bliższe plany. Ogólnie, wszystko dotyczy celu, jakiemu winien służyć KMF, mianowicie propagowanie fantastyki, czy też odkrywanie nowych horyzontów gatunku. W planach jest zorganizowanie konkursu oraz nagrody specjalne dla ludzi związanych z fantastyką. Chcemy na rocznicę Chrztu Polski zorganizować minicykl poświęcony Słowianom i ich mitologii, w końcu smoki, strzygi i wąpierze nie powstały znikąd a są zaczerpnięte z bajek, legend i mitów naszych przodków. Planujemy w przyszłym roku zorganizować spotkanie z uczniami i osobami zainteresowanymi fantastyką, gdzie opowiem o powstaniu gatunku, jego cechach. Myślimy o spotkaniach poświęconym polskim filmom poruszającym temat fantastyki, takich jak: Ga, ga. Chwała Bohaterom, Golem, Alchemik i inne.

Zamierzamy zorganizować konkurs dla uczniów szkół, gdzie będą mogli wykazać się umiejętnościami pisarskimi i stworzyć opowiadanie fantastyczne. Prowadzimy bloga http://pbp.sieradz.pl/kmf/ gdzie staramy się pisać na tematy związane z fantastyką. I cały czas szukamy dróg aby być atrakcyjnym partnerem dla biblioteki, w której działamy oraz dla przyszłych i dzisiejszych członków i sympatyków Klubu.

Skąd u ciebie zainteresowanie fantastyką?

- Interesuję się fantastyką od małego. Będąc osobą urodzoną na przełomie epok (transformacja ustrojowa Polski) wychowywałem się na boomie związanym z amerykańską kulturą, która to w latach 90tych wyparła polskie zjawiska kulturalne prócz disco polo. Takie bajki jak G.I Joe, Transformers, Opowieści z Narnii, guma Turbo czy wreszcie Commodore, wszystkie te "artefakty" wprowadziły mnie a także moich kuzynów w świat fantastyki. Przyszedł czas na Hobbita, pierwsze kroki w grach fabularnych, potem coraz to nowsze i ciekawsze książki i seriale ugruntowały we mnie zainteresowanie fantastyką. Można powiedzieć, że cały czas pociąga mnie schemat-historia samotnego barbarzyńcy pokonującego wielkie imperia albo wielkiego złego, który z nudów albo z przewrotności postanawia służyć dobru. Na studiach przyszedł okres zainteresowania mangą i anime, którą to z przerwami interesuję się do dzisiaj.

Jak sądzisz, ilu fascynatów fantastyki (szeroko pojętej) mieszka w okolicy Sieradza i Zduńskiej Woli. Jak ich zachęcić żeby odwiedzili KMF i zostali na dłużej?

- Jeśli się nie mylę w powiatach sieradzkim i zduńskowolskim mieszka około 250 tys. ludzi. Myślę, że fantastyką interesuje się duża rzesza głównie młodych ludzi. Ale problemem jest ich wyciągnięcie z domów by chcieli uczestniczyć w wydarzeniach kulturalnych związanych z powiatem, miejscem zamieszkania. Z tego, co wiem w zduńskowolskim Domu Kultury działa bądź działał Klub Centaur. Jednym z planów jest nawiązanie współpracy z chłopakami. Nie ma recepty jak przyciągnąć ludzi; oczywiście, gdyby fantastyka była trendy to byśmy wynajmowali cały teatr na spotkania ale ludzi, którzy aktywnie chcą uczestniczyć w spotkaniach chociaż czas zabierają im - praca czy obowiązki, nie ma dużo. Pracujemy nad tym by przyciągać młodych i starszych fanów aby aktywnie uczestniczyli w spotkaniach. To jest praca u podstaw: przekonać że nie gryziemy i nie jesteśmy ufoludkami a młodymi ludźmi, którzy chcą pogadać, pośmiać się i spędzić miło i konstruktywnie czas ;)

Co sądzisz o polskiej fantastyce? Rozwija się, nie rozwija, zwija a może stoi w miejscu? Co najbardziej lubisz w PL fantastyce (autorzy, serie, pomysły). Czego jeszcze brakuje biorąc pod uwagę światowe trendy? W modzie od lat jest fantasy a zanika tzw. hard science fiction. To dobrze czy źle, twoim zdaniem? Następuje spłycanie fantastyki (wiem, brzmi głupio) czy jakość przechodzi w ilość a może jesteśmy świadkami przenikania stylów?

- Właśnie odkrywam polską fantastykę. Myślałem, że nie ma ciekawych zjawisk a jednak są. I to zasługa KMF-u - możliwość odkrywania nieznanych autorów czy cykli. Jako wielki miłośnik Sapkowskiego odkryłem teraz kolejnego wielkiego pisarza, Roberta M. Wegnera. Jeżeli Polsce czegoś brakuje, to chyba nie powielania trendów zachodnich, ale poszukiwania swoich własnych ścieżek rozwoju. Pomysłów nam nie brakuje, pisarzy o wielkich talentach tez nie, brakuje jedynie odwagi. Polska słynie do dzisiaj z Polskiej Szkoły Plakatu czy  kinematografii lat 60tych. Martin Scorsese prowadzi w USA cykl projekcji pereł polskiego kina i jest ambasadorem polskiej kultury na Zachodzie. Podziw wzbudza fakt, że to robi obcy człowiek, nie związany z Polską. I chwała mu za to. Wydaje mu się, że sami powinniśmy pozbyć się kompleksów i być bardziej kreatywni.

Fantastyka moim zdaniem powinna służyć dwóm celom: spokojnemu relaksowi z ciekawą lekturą oraz wyznaczaniem horyzontów wizjonera, który jutro będzie wymyślał napędy hiperprzestrzenne czy androidy. W naszym społeczeństwie, gdzie ludzie mają coraz mniej czasu, chcą zagospodarować to, co zostało i spożytkować na relaks. Dokładny opis pokoju, telefonu, który w latach 60tych mógł być zjawiskiem oryginalnym, jeśli jeszcze miał kamerę, zdezaktualizował się wraz z wejściem smartfonów. Przesłuchanie księżniczki Lei przez robota z igłą mogło w latach 70tych budzić strach i kojarzyć się z największymi okropnościami - dzisiaj ta igła powoduje uśmiech na twarzy widza. Fantastyka powinna być rozrywką a nie miejscem, gdzie naukowiec będzie szczegółowo omawiał działania samoporuszającej się i pakującej torby podróżnej...

Fantastyka według mnie powinna być przygodą wyobraźni.

Zgadzam się. Relaks i myślenie wcale się nie wykluczają wzajemnie. Grunt, żeby czytać, wysnuwać wnioski, dobrze się bawić. Może wśród nas jest kolejny wizjoner? Pozdrawiamy KMF i życzymy owocnego rozwoju! 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Daj pan laptopa i...

Na portalach pojawiły się newsy świadczące....właśnie, o czym? Brak w słowniku ludzi cywilizowanych słów żeby kulturalnie skomentować tego typu pomysły:

http://www.nasze.fm/news,17278

http://zdunskawola24.pl/wiadomosci/zdunska-wola/2484,laptopy-dla-radnych.html

http://ezdunska.pl/index.php/wiadomosci-aktualnosci/5560-czy-radnym-potrzebne-s-laptopy

Widać po komentarzach, że pomysł, mówiąc oględnie, nie chwycił wśród mieszkańców. Jasne, będą się pojawiały jednostkowe głosy, pewnie sugerujące zaściankowość, kołtunerię, braki czy inne "przywary" ale łatwo się domyślić, z jakiego źródła mądrości się wezmą...

Nie przekonuje mnie argument innych miast ani rzekome oszczędności. Nie wierzę także w prospołeczne nastawienie radnych, w szczególności inicjatorów pomysłu i wątpię żeby po kadencji laptopy wylądowały w szkołach, rodzinach czy gdziekolwiek indziej, tam gdzie naprawdę mogłyby się przydać. Radni mają diety, niech sobie kupią laptopy jeżeli tak bardzo ich potrzebują. Ale wiadomo, publiczne pieniądze, trzeba brać póki się da. A na pewno warto próbować...Jesteśmy coraz biedniejszym miastem, to wstyd, że takie bzdury proponują radni i jeszcze dorabiają "ideologię nowoczesności." A może, panie radny oddawać część dietki na cele społeczne, każdego miesiąca? Nie zbiedniejecie.

Zresztą, nie oszukujmy się, ilu z radnych czyta materiały sesyjne? :) Kiedyś radni mieli ponoć swoje półki w odpowiednim biurze. Ciekawe jak wyglądała sprawa odbioru materiałów. O ile mnie pamięć nie myli, dysponowali także służbowymi mailami. Projekty uchwał i tak są tworzone elektronicznie, w czym zatem  problem panie radny-inicjatorze? Gdyby dostali laptopy dlaczego nie samochody? Albo przydziały na ubiór? Przecież radny powinien wygladać godnie, prawda? Nie zaszkodziłaby także dodatkowa dieta na cele żywieniowe, paczki dla rodziny i wczasy pod gruszą albo wakacje w ciepłym i słonecznym kurorcie. Jak szaleć to szaleć. Wszystko da się uzasadnić; każdą, nawet najgłupszą potrzebę. A papier jest cierpliwy, wszystko zniesie....

Inicjatorom gratuluję oderwania od szarej, zduńskowolskiej rzeczywistości i przyznaję nagrodę miesiąca.

środa, 2 października 2013

Dokąd zmierza muzeum?

Zduńskowolskie muzeum pod wodzą nowego dyrektora działa już na tyle długo, że można pokusić się o parę uwag. Pisałem już kiedyś o paskudnej stronie muzeum:

http://zdunska24.blogspot.com/2013/02/paskudna-strona-muzeum.html
i w zasadzie...nic się nie zmieniło. Strona jaka była brzydka, taka jest nadal. I trudno zwalać winę na poprzednika, co przecież z reguły jest prawidłowością w rozmaitych urzędach i placówkach kulturalnych. Muzeum stawia bardziej na blog ale przecież blog (jak widać) spełnia rolę medium bieżącego, nie może zastąpić strony internetowej głównej. Jeśli jest odwrotnie, dyrektor popełnia duży błąd. 


Teoretycznie nie powinienem się czepiać. Dyrektor jest, działa, co jakiś czas słychać o wystawach, jest klub historyczny, podobnie jak w innych miastach, są wykłady czy prelekcje, rozmaite inicjatywy. Zaktywizowano pracowników aby prezentowali zagadnienia w szkołach czy bibliotekach. OK. W czym zatem problem? Z tego, co do mnie dochodzi problemem jest (nadal) zbyt mała recepcja czyli odbiór działań wśród mieszkańców. Rzecz jasna, zapewne otrzymałbym zaraz "dowody", że wcale tak nie jest i w ogóle jest pięknie ale porozmawiajmy poważnie. Mieszkańcy często organizują się oddolnie i we własnych grupach politycznych czy zainteresowań (ostatnie wydarzenia związane z odsłonięciem pomnika przy zbiegu ulic Złotnickiego i alej Kościuszki). Średnio chcą aby muzeum im pomagało. Oczywiście, każdy chce mieć "zasługi" ale dlaczego ludzie nierzadko obawiają się muzeum (a może kogoś konkretnego)? Boją się zawłaszczenia inicjatywy, "podpięcia się" pod nich i wpisania do rejestru zasług? Na pytania otrzymywałem dość lakoniczne odpowiedzi, że jest ciężko i trudno a w ogóle dyrektor jest dziwny. Dialog jest, kontakt też ale efekt tego słaby albo żadny. Jeden z rozmówców stwierdził, że ma wrażenie jakby rozmawiał z Niedźwieckim bis, dużo gadki, zero konkretów.

Inna kwestia to zauważalne przejście na tereny, które mogą średnio interesować mieszkańców, pomimo sąsiadów, trzech kultur itp. Mieszkańcow interesuje własna, do niedawna zakłamana historia najnowsza i po prostu cierpienie innych średnio może ich obchodzić, jeśli ktoś będzie kojarzyć dziwne akcje z "polskimi obozami" czy udział osób pochodzenia żydowskiego w aparacie represji po 1944 roku. Od razu napiszę, że niczego to nie dowodzi poza "przestrzeleniem inicjatywy" czyli brakiem rozpoznania społeczności. 

Pewien znajomy rozmawiający kiedyś z dyrektorem odniósł wrażenie nieszczerości, że chciałby wiele inicjatyw ale cudzymi rękami, najlepiej wolontariatem. Nie wszystko da się zrobić bez wkładu i poniekąd na boku a z pewnością nie da się ciągle jechać na "złym dyrektorze wcześniej." 

Osobiście nie chciałbym aby cała para poszła w gwizdek albo po przyśpieszeniu nastałby marazm ale przyznam szczerze, że dość sceptycznie patrzę na muzeum, otoczenie, ostatnie zawirowania i wybory w TPZW (skład dyskusyjny). Nadal brakuje mi artykułów, publikacji, książek o mieście. A plany były. Czy coś się wykluje? Z zainteresowaniem przeczytałem koncepcję pana Polkowskiego, którą użyczył mi czytelnik bloga. Jak dla mnie - nic specjalnego i z chęcią poczytałbym koncepcje innych kandydatów.
Outsourcing w realiach muzeum jest co najmniej zastanawiający...Czyżby wnioski o pomoc unijną miały pisać zewnętrzne firmy (znając życie po okrutnie wyśrubowanych cenach) a może opiekę nad zabytkami przerzuci się na wolontariuszy i inne firmy (tak jak stworzono rejestr)?
Ciekawsze fragmenty wklejam niżej - jak zwykle ocenę pozostawiam Wam:





Koncepcje wszelakie podlegają przeglądom i ocenie. A zatem oceniamy, czekamy i oceniamy :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Urzędasy udupiły budżet obywatelski!

Jak przeczytałem informację o składzie komisji wiedziałem, że inicjatywa została udupiona czyli przekonwertowana na urzędasów.


"Podczas prac komisji, jak mówi jej przewodnicząca radna Hanna Iwaniuk, m.in. maksymalnie uproszczono formularz, jaki powinni wypełnić mieszkańcy chcący zaproponować inwestycje do zrealizowania w ramach budżetu obywatelskiego."
Mam się śmiać głośno, Pani Iwaniuk czy tylko podśmiewać?


Oczywiście, link do zarządzenia z tego miejsca nie działa. Wyskakuje gustowne:
"Nie znaleziono strony o podanym adresie.
Przepraszamy. Strona, której szukasz nie została odnaleziona. Prawdopodobnie została skasowana, zmieniono jej nazwę albo została czasowo usunięta. Sprawdź poprawność adresu lub zajrzyj na stronę startową naszego serwisu."
No ale nic, wchodzimy przez zarządzenia, bo lepiej sprawdzić formularz w zarządzeniu niż luzem :)


I patrzymy na ten niebywale uproszczony formularz, który z założenia premiuje organizacje, nie zaś zwykłych ludzi, mieszkańców miasta. Dlaczego tak sądzę? Sami zobaczcie:

PESEL? Po co? Jeśli chcą PESEL niech pójdą do odpowiedniego biura od dowodów :) Druga sprawa, telefon - wychodzi, że obowiązkowo trzeba podać, email już niekoniecznie. Albo, albo. Instytucje mają głupi nawyk zbierania niepotrzebnych informacji z punktu widzenia klienta. A ludzie sami podają i później płaczą. Sens przekazu jest: i tak wszystko o nas wiedzą, być może ale czy to znaczy, że mam sam im przynosić na tacy dane, które TUTAJ są absolutnie zbędne? Nie.


Załączniki są nieobowiązkowe. OK. Idziemy dalej:


Ale lepiej gdyby były :) Zakreślona w kółku informacja zakrawa na kpinę. Z jakiej racji mam się pozbywać swoich praw autorskich na wszelkich polach eksploatacji? Kolejny urzędasowy bzdet.

Czy twój wniosek jest zgodny z weryfikatorami? Planem zagospodarowania, strategią rozwoju miasta, programem wspierania rodziny, rozmiarem penisa urzędnika odpowiedzialnego za ten wykwit intelektu w postaci formularza? A może czy wniosek jest zgodny z kolekcją staroci u pewnego emeryta? Ewentualnie, czy wniosek jest zgodny z kolorem samochodu prezydenta? No proszę państwa. Czy tak wygląda uproszczony formularz? 

Wracamy do załączników. Pamiętajcie, nie są obowiązkowe! Ale jednak NALEŻY je dołączyć. Inaczej nie będa to WSZYSTKIE dokumenty. Ktoś był chyba mocno na bańce jak pisał formularz...

A dla porównania, moja propozycja ankiety:


Kibicuję inicjatywie dalej i z pewnością będę nakłaniał znajomych do składania wniosków z niezbędnymi poprawkami. Jednocześnie obawiam się, że budżet obywatelski w wydaniu partyjnym stał się kanalizatorem złych uczuć do prezydenta. Został utopiony w biurokratycznym sosie. 
W sumie cieszę się, że Pani Iwaniuk nie została prezydentem. Uff...

piątek, 22 lutego 2013

Powtórka z rozrywki

Na początek link archiwalny:
http://www.siewie.tv/artykuly/aktualnosci/1011-po-muzeum-szykuja-sie-zmiany-w-zdunskowolskim-mdk-u 
"Jak wynika z warunków postawionych kandydatom, nowy szef MDK-u będzie zarządzał nie tylko nim, ale również weźmie pod swoje skrzydła Miejską Bibliotekę Publiczną oraz mające być otwarte już w przyszłym roku Zduńskowolskie Centrum Integracji."
Nowszy:
http://www.siedemdni.pl/index.php/zdunska-wola/47-wiadomosci/5102-zmiany-w-magistracie 
"Magistrat nie będzie się już zajmował promocją miasta. Nie oznacza to jednak, że Zduńska Wola nie będzie promowana. Te zadania przejmuje Miejski Dom Kultury. Biuro promocji zniknie. Ale nie tylko takie zmiany mają miejsce w magistracie od nowego roku."
"Podobna sytuacja z promocją miasta miała już miejsce w 1998 roku. Wtedy także rozszerzony został zakres działania Miejskiego Domu Kultury o zadania promocyjne miasta. W związku z tym faktem zmieniono nazwę na Centrum Kultury i Promocji. Powstało ono z połączenia MDK i stanowiska do spraw promocji miasta w urzędzie. Jednak od maja 2003 roku powróciła nazwa Miejski Dom Kultury, a działalność promocyjną przeniesiono z powrotem do magistratu."
Sięgam po "Miejski informator gospodarczy 1990-2000" a tam na stronie 55 znajduje się następujący tekst:


Teraz mamy "Laur Przedsiębiorczości" albo Prezydenta (różne wersje krążą) i "Jarmark Zduńskowolski" :)

czwartek, 21 lutego 2013

Zduńskowolska piramida

Co tam aquapark albo jakaś geotermia. Lepiej od razu rozpocząć kolosalne roboty ziemne z wykorzystaniem mieszkańców. Zbudujmy sobie piramidę!

Obrodziło pomysłami znaczy idą wybory

Co do samego pomysłu aquaparku uważam go za umiarkowanie sensowny biorąc pod uwagę późniejsze koszty związane z utrzymaniem infrastruktury ale i tak jest on lepszy długofalowo (na przykład z punktu widzenia ściągania inwestorów) niż osławiony już ratusz. Nie wiem czy obecnie jest on możliwy do zrealizowania z uwagi na brak kasy ale kilka lat temu (pamiętacie zmarnowany pomysł geotermii?) był jak najbardziej na czasie.

Z innych pomysłów-wrzutek była już obwodnica (przypomniana przez Prokrastynatora), były przedszkola, nowe hale i fontanny. W komentarzach internautów pojawiały się latarnie, kosmodrom czy pomniki lokalnego dobrodzieja.

http://prokrastynator-perfekcjonista.blogspot.com/2012/12/aquapark-trzeci-kamyk-w-ogrodku.html 

Od siebie dodam coś lepszego, zapasy w kisielu urzędniczek i nauczycielek a także walki mechów (takich dużych robotów) i fikuśne muzeum niespełnionych obietnic politycznych :)

Stawiam dwa piwa (bynajmniej nie lokalne), że tłumy waliłyby drzwiami i oknami (w końcu wszyscy kochamy okna).